Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
kubakw
UczestnikNoo…sezon skończył się przed chwilą, a mi już tego brakuje:)
kubakw
UczestnikMimo, że byłem za Miami to ich nieudolna gra w tej serii koszmarnie mnie irytowała. Szczyt osiągnęła wczoraj w drugiej kwarcie. Gdyby byli już teraz mistrzowską drużyną to zamknęliby tę serię w 4-5 meczów, a tak dali Dallas cień szansy, ktorej Teksańczycy się chwycili i nie puścili do końca. Oczywiście finały były na super poziomie i intensywności, ale w NBA na tym etapie decydują szczegóły. Dallas pokazało, że są drużyną takich sukinsynów, którzy mimo tego, że byli skazywani na porażkę w wielu elementach i z początku radzili sobie z wielkimi trudnościami, w końcu nauczyli się grać przeciwko Heat i wykorzystywać ich nieliczne słabości. W taki sposób zdobywa się mistrzostwo NBA. Heat mają jeszcze czas i wiedzą już co na najwyższym poziomie słabo działa, a Dallas w niesamowity enbiejowski sposób pokazało, że należy szanować doświadczenie i waleczność. Z Mavs do tej pory miałem największy szacunek do Dirka, ale teraz widzę, że to jest cała zgrana i kompletna ekipa, gdzie każdy odgrywa istotną rolę, a Nowitzki jest tylko wisienką na torcie. Gratulacje i mega szacun dla Mavs!
kubakw
UczestnikKolejny mega mecz. Wspaniała seria. Zwykle o 4 w nocy już opadam z sił, przestaje mi się chcieć oglądać i zasypiam. Ostatnie mecze trzymają mnie jednak z szeroko otwartymi oczami przez cały czas, a dzisiaj po meczu ledwie zasnąłem. Dallas cały czas grają swoje i spokojnie dają z siebie wszystko. Nawet kiedy wydaje się, ze Miami odjeżdza, to Dallas odpala kilka kosmicznych akcji(szczególnie Dirk) i znowu są blisko. Heat właściwie cały czas grają znakomicie, ale chyba gorzej niż w serii przeciwko Bulls. Drażni mnie strasznie momentami ich obrona. Nie rozumiem sensu większości tych podwojeń. Moim zdaniem więcej przez nie tracą, niż zyskują. Po podwojeniu gracz Mavs oddaje piłkę, albo na obwód wide-open, albo w pomalowane i lecą z tego grube punkty. Może i nakłada to presję na gracza z piłką, ale Dallas doskonale sobie z tym radzi. Ale ja się nie znam. W ataku Miami grają bardzo dobrze. Wiadomo, że to najtrudniejsze mecze sezonu i big3 nie będzie zdobywać po 80-90 pkt. Wade jednak ciągnie ten zespół, gra niesamowicie i równoważy wyczyny Dirka po drugiej stronie. LeBron i Bosh jakby trochę w cieniu widząc wyczyny Flasha, ale dorzucają trochę punktów. Bosh rzucił chyba nawet punkty na zwycięstwo w game 3. Potwierdza się też teoria, że Heat w takich meczach potrzebują jeszcze jednego gracza spoza big3, który zdobyłby większe punkty. Irytuje strasznie nieporadność ofensywna w ważnych momentach. Po prostu nie ma pomysłu, ruchu na boisku i kończy się często wymuszonym rzutem i airballem. Obserwujemy to praktycznie od początku sezonu. W końcówce game 3 sam Wade stanął między chłopaków na przerwie, chyba im coś na ten temat powiedział i wziął więcej na siebie. Mimo tych niedociągnięć moim zdaniem to Heat są drużyną lepszą. Na pewno mają większy potencjał i tylko w jego wykorzystaniu leży klucz do mistrzostwa. Dallas z kolei statecznie i z rozwagą rozgrywają kolejne akcje i robią swoje. Oczywiście ich też stać na wiele(co pokazały np. niektóre akcje Nowitzkiego), ale w obliczu rażącej siły Heat są trochę jakby zdani na ich łaskę. To mi przypomina mecze Grizzlies vs. OKC. OKC miało większy potencjał i kontrolowali serię, ale Grizzlies grali równiej, bardziej walecznie i seria była cały czas na równi, a skończyła się dopiero w game 7. Ja osobiście jestem za Miami. Do Dallas mam ogromny szacun za wszystko czego dokonali, ale chciałbym, aby spektakularny projekt Heat powiódł się już teraz. Czekamy na kolejne genialne bitwy.
kubakw
UczestnikTeoretycznie Miami może i dobrze by zrobiło, gdyby zamiast Bosha był jakiś PF grający bliżej kosza, ale rzuca się w oczy to, że w tym tradzie nie zgadza się wyraźnie kasa. Griffin w zeszłym sezonie był rookie, czyli jego zarobki nie sięgały pewnie nawet w 1/3 zarobków Bosha. Generalnie, patrząc na to co Bosh ostatnio grał, nie pomyślałbym nawet o wymienianiu go. Wydaje mi się, że się odnalazł i gra coraz lepiej. Oczekiwanie od niego 30 ppg to ostra przesada patrząc na to kogo ma wokół siebie. Gdyby od każdego gracza big3 oczekiwać tyle(przecież wszyscy zarabiają właściwie tyle samo) to Heat zdobywaliby 90 pkt na 3 zawodnikach. Nie można oczekiwać, że koleś nie będący pierwszą(ani często nawet drugą) opcją w ataku, będzie robił takie rzeczy. Może i takie mecze się zdarzały, ale na dłuższą metę to niewykonalne. Moim zdaniem Bosh wkomponował się w zespół i wykonuje swoją rolę na niezłym poziomie chociaż na ocenę jego przydatności trzeba poczekać do końca finałów.
kubakw
UczestnikNo i kolejny gorący mecz. Wspaniała seria. Znowu mógł wygrać każdy, ale Heat pokazali znowu swoją wartość w clutch time. O ile Chicago to właściwie taka sama drużyna jak w RS i niczym wielkim nie zaskakują, to Miami imponują mi dużo bardziej. Pokazują jak bardzo chcą tego finału i nawet sam Bronek kładzie się na ziemię, żeby odzyskać piłkę. W najważniejszych momentach w końcu wiedzą co robić( no może poza ostatnim posiadaniem w Q4:) ), umiejętnie korzystają z Big3, obudził się Bosh i bronią fantastycznie jak zwykle. Jeżeli przed meczami w Miami myślałem, że Chicago ma równe szanse w tej serii, to po tych dwóch meczach jestem właściwie pewien, że wygrają to Heat. Może jeszcze nie w następnym meczu, ale w game 6 już raczej tak.
kubakw
UczestnikCo do meczu Bosha to się zgadzam, zagrał super spotkanie i był prawdziwym liderem tej drużyny, inna sprawa, że Bronisław zajął się dość skutecznie rozgrywaniem, a Wade w ważnych momentach też umiał się pokazać. Każdy znalazł swoje miejsce i swoje momenty. Tego oczekuje się od Big3. W dodatku Miami broniło wręcz genialnie. W Chicago też nie można powiedzieć, że ktoś z kluczowych postaci zawiódł. Może Noah, ale na ilości second chance points to się zbytnio nie odbiło. Boozer grał dobry mecz, Rose też skuteczniejszy niż w game 2, ale jakby mniej widoczny, Deng jak zawsze równo i dobrze. Ławka dała może trochę za mało, żeby powalczyć, ale mecz rozstrzygnął się dopiero w Q4. Ja byłbym daleki od prorokowania końca Bulls. Mecz przez większą część był bardzo wyrównany i kto wie, czy w następnym spotkaniu to nie Bulls będą drużyną, której wyjdzie końcówka. Muszę jednak przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem gry Miami. Wydają się być coraz lepsi, jeszcze mocniej bronią i nieźle wygląda ich ball movement w ataku w porównaniu z RS. Tacy Heat przekonują mnie, że są warci finału NBA.
kubakw
UczestnikNo i to jest właśnie sposób w jaki Heat mogą sobie odbijać przewagi, które mają nad nimi Bulls. LeBron po prostu kosmiczny. Koleś trafiający takie rzuty nie zdarza się codziennie. Możesz stać mu na stopach i kłaść ręce na twarzy, on i tak trafi. Zaskakujące było też wygranie desek przez Miami. Zaimponował na pewno Haslem. Już niby grał jakieś minutki po długiej przerwie, ale był cieniem samego siebie, a tej nocy latał jak oszalały, robił wszystko. Doda jeszcze dużo więcej poweru Heat jeżeli będzie dalej tak grał. Z kolei Bulls w porównaniu do game 1 trochę spadła ilość punktów zdobywanych przez każdego zawodnika, a w Miami zagrało lepiej big2. Jeżeli Heat dobrze bronią i zbierają, a LeBron i Wade zdobywają swoje punkty to Chicago ma problem, żeby się im przeciwstawić. Myślę jednak, że jeszcze bardzo daleko do końca serii.
kubakw
UczestnikZ takimi propozycjami Sterna to zawodnicy mogą już w tym momencie przedłużać wynajem łodzi rybackich. Czy ten człowiek myśli? Sam hard cap to juz bardzo dużo dla zespołów typu Lakers, czy Celtics. On nie ma świadomości, że są drużyny powiązane dłuższymi umowami, które przekraczają w tej chwili o ponad 20 baniek salary cap? Gdyby to jeszcze była kwota np. 60 milionów to jakoś może i dałoby się do niej dojść przy tych okresach przejściowych, ale 45 jest absolutnie nieosiągalne. Obowiązujące na obecnych zasadach kontrakty po prostu się w to nie zmieszczą.
kubakw
UczestnikNo trochę zadziwiający taki wynik, przynajmniej dla mnie. To wszystko nie tak miało wyglądać. Bosh 30, LeBron 15, Wade 18. Ławka Miami nie dała praktycznie nic. W Chicago każdy kto wchodził, dawał coś od siebie. Na zbiórkach Miami rzeczywiście stasznie odstawało, ale można się było tego spodziewać. Muszą zacząć sobie jakoś lepiej z tym radzić, żeby nie dostawać aż -12 w zbiórkach. Deng, Boozer i Noah zagrali swoje i nikt niczego innego się po nich nie spodziewał. Rose też zagrał poprawnie, a patrząc na poczynania kolegów nie musiał brać wszystkiego na siebie. Dla Chicago to jest klucz do zwycięstw. Ja tej serii bym tak łatwo nie przesądzał. Chicago zagrało optymalny mecz, a Miami ma sporo miejsca do poprawy.
2011-05-16 o 05:19 w odpowiedzi na: Zachód: Półfinał: Memphis Grizzlies – Oklahoma City Thunder #12541kubakw
UczestnikNo i stało się tak jak miało. Grizzlies chyba nie dorośli jeszcze do finału konferencji i przypominają mi Oklahomę z poprzedniego sezonu. Zabrakło im na pewno większej ilości opcji w ataku. Takie granie cały czas inside byłoby proste do przeczytania nawet dla Steviego Wondera. To było skuteczne do czasu, kiedy OKC połapało się, jak to bronić. Może gdyby był Rudy Gay to wszystko wyglądałoby jakoś inaczej, a tak to OKC trzymało cały czas tę serię w swoich rękach. Kiedy sami grali dobre mecze to Memphis nie miało wiele do gadania. Wczoraj rewelacyjnie zagrał KD, super też Westbrook, więc nie było za bardzo jak ich powstrzymać. Dla poziomu finału konferencji myślę, że to lepiej, że awansowało OKC. Będą mieli na pewno większe szanse przeciwko Dallas. Na Memphis przyjdzie jeszcze pora, a ja przynajmniej przestanę się stresować

kubakw
UczestnikJa ostatnio z kolegą przez internet gramy ligę portugalską. Ja Sportingiem, a on Benficą. Fajnie jest. Gram jeszcze singla Oxfordem w 4 lidze angielskiej, ale długo nie wytrzymam;)
kubakw
UczestnikJa gram we wszystkie od 2005 roku:)
2011-05-14 o 10:25 w odpowiedzi na: Zachód: Półfinał: Memphis Grizzlies – Oklahoma City Thunder #12524kubakw
UczestnikMi się generalnie wydaje, że w tej serii wszystkie porażki OKC są spowodowane ich słabą grą, bo Grizzlies grają tak, jak się im pozwoli. Nawet już o tym nie wspominałem:) Dlatego moim zdaniem awans do finału zachodu leży bardziej w rękach Oklahomy, niż Memphis. OKC jeżeli zagra dobry mecz, czyli punktujący Durant bez foul trouble, swoje zagra Westbrook i cała reszta, to Memphis nie awansuje. Wydaje mi się, że Niedźwiadki mają po prostu za mało atutów. Zachowi taki mecz 2 razy z rzędu może się nie przytrafić, a bez niego Grizz tracą połowę ofensywnego potencjału. Umówmy się, nie ma tam nikogo zdrowego, kto mógłby zająć miejsce Randolpha jako lidera. Owszem są gracze, którzy mogą mu wydatnie pomóc jak Allen, Gasol, Mayo i Conley, ale sami nie wezmą tego na własne barki. Ich nie stać żeby strzelić po 20 punktów każdy i zamaskować ewentualną nieobecność Zacharego w ofensywie. Jeżeli Thunder zagrają kolejny zły mecz i sami sobie będą psuć grę to Memphis ich zjedzą, ale jeżeli nie, to widzę marne szanse. Po prostu potencjały tych zespołów są zupełnie różne.
kubakw
UczestnikWydaje się, że Miami pokazało na mocnym defensywnie Bostonie, że wie jak grać przeciwko dobrze broniącej drużynie. Sami bronili wcale nie gorzej, a w ataku mają gigantyczny potencjał. A w Chicago tak jak piszecie, gra jest zbyt mocno nastawiona na Derricka. On tam momentami musi robić wszystko. Wiadomo, że często mu się też wszystko udaje, ale Miami to nie byle jaki zespół, żeby nie mieli kogo na przeciw niego postawić. Noah pewnie będzie robił miazgę pod tablicami niezależnie na jakiego matchupa trafi, choć Joel Anthony ostatnio jakiś pobudzony. Boozer i Bosh to para cipek. Nie wiem, czy Bosh nie jest nawet przypadkiem twardszy od Booza, a to oznacza, że gracz Bulls to naprawdę miękkie i pluszowe stworzenie. Deng na pewno swoje zrobi, ale x factorem tej serii raczej nie zostanie. W Bulls za dużo zależy od jednego gościa, ale jeżeli Derrickowi starczy sił i będą mu dobrze szły te mecze oraz jeżeli dołączą się do niego koledzy to może być bardzo ciekawie, ale myślę, że takich meczów nie będzie więcej niż 2.
Obstawiam 4-2 dla Miami.
-
AutorWpisy
