AJ Dybantsa, 19-letni skrzydłowy i główny kandydat do wyboru z numerem pierwszym w nadchodzącym drafcie NBA, zaskoczył koszykarski świat na kilka dni przed ceremonią. W podcaście Baseline Banter przyznał, że nie odbył ani jednego treningu dla żadnego klubu. Zamiast tego odwiedzał miasta, poznawał obiekty i jadł kolacje z przedstawicielami franczyz.
„Zabierzcie mnie do obiektu, zaproście na kolację, porozmawiajmy. Nie muszę ćwiczyć. Oni wiedzą, co potrafię” — powiedział Dybantsa.
Co warto wiedzieć
- AJ Dybantsa nie odbył ani jednego treningu dla klubu przed draftem NBA
- Na BYU notował średnio 25,5 punktu na mecz i trafiał 51% rzutów z gry
- Zdobył nagrodę Juliusa Ervinga dla najlepszego skrzydłowego w koszykówce akademickiej
- Jest potencjalnym numerem jeden draftu 2026, choć Darryn Peterson depcze mu po piętach
- Pierwszy wybór należy do Washington Wizards, ceremonia odbędzie się 23 czerwca
Niespotykana pewność siebie
W świecie NBA takie posunięcie to rzadkość. Topowi kandydaci zwykle biorą udział w serii wyczerpujących treningów. Każdy rzut, każdy sprint, każda minuta na parkiecie to szansa, by rozwiać wątpliwości skautów i potwierdzić swoją wartość przed franczyzą.
Dybantsa uznał najwyraźniej, że nie ma czego rozwiewać. Jego postawa mówi jasno: sezon na BYU wystarczył, by udowodnić wszystko. Poprowadził NCAA Division I pod względem zdobywanych punktów, a do tego trafiał z wysoką, 51-procentową skutecznością z gry.
Nie chodzi tylko o liczby. Ma 206 cm wzrostu, dynamikę i rozpiętość ramion, które czynią z niego koszmar dla obrońców. Dorzućmy do tego umiejętność kreowania własnego rzutu z dystansu i skuteczność pod koszem. Skauci nie mają wątpliwości, że to może być fundament przyszłej franczyzy.
Mocny sygnał dla czołówki draftu
Decyzja o pominięciu treningów to także komunikat dla drużyn wybierających najwyżej. Washington Wizards od miesięcy analizują każdy ruch młodego skrzydłowego. Tymczasem do rozmów o numerze jeden włączyło się nazwisko Darryna Petersona — część ekspertów twierdzi, że stolica poważnie rozważa właśnie jego kandydaturę.
Dybantsa wydaje się nie przejmować tymi spekulacjami. Zamiast denerwować się rywalizacją, postawił na spokój i strategię minimalnego wysiłku przy maksymalnej pewności siebie. Odwiedził miasta, poznał ludzi, zobaczył, gdzie mógłby mieszkać. A koszykówkę, jak sam uważa, pokazał już wcześniej.
W kuluarach mówi się, że nastolatek chętnie zostałby w Utah, gdyby tylko pojawiła się realna szansa. Jazz wybierają jednak dużo niżej, więc ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Sentyment do stanu, w którym spędził kapitalny sezon akademicki, jest jednak wyczuwalny.
Ryzyko czy mistrzowska zagrywka?
Można spojrzeć na to z drugiej strony. Brak treningów to ruch odważny, ale też pewne ryzyko. Jeśli Wizards lub inny zespół z czołówki zacznie się wahać, świeże dane z parkietu mogłyby przechylić szalę. Z drugiej strony aura tajemniczości i niezachwiana wiara we własne umiejętności często działa na korzyść zawodnika.
Dybantsa nie jest pierwszym, który odpuszcza klubowe treningi. Robili tak choćby Joel Embiid czy Zion Williamson, choć w ich przypadkach częściej chodziło o kwestie zdrowotne. W tym przypadku powód jest inny — czysto sportowy, a właściwie mentalny. „Oni wiedzą, co potrafię” — to zdanie najlepiej streszcza całą filozofię 19-latka.
Podsumowanie
Niezależnie od ocen, jedno jest pewne — AJ Dybantsa nie boi się ryzyka. Jego podejście do draftu NBA może stać się wzorem dla przyszłych gwiazd lub przestrogą, jeśli sprawy nie potoczą się zgodnie z planem. Na razie 19-latek z BYU idzie własną ścieżką, przekonany, że cała liga już wie, kim jest. A 23 czerwca przekonamy się, czy ta wiara znajdzie potwierdzenie w pierwszym nazwisku wyczytanym przez komisarza NBA.


Dodaj komentarz