No i mamy kolejną noc w NBA, która pokazuje, dlaczego ta liga nigdy się nie nudzi. Z jednej strony mamy pokaz absolutnej dominacji, z drugiej – nerwową walkę do ostatniego gwizdka, a gdzieś pomiędzy to wszystko… no cóż, totalną katastrofę jednej z drużyn. Zaczynajmy od tego, co było chyba najczystsze koszykarsko.
Usunąć twierdzenie o MVP lub zmienić na „jeden z liderów ligi”. Usunąć lub zweryfikować wynik; nie ma potwierdzenia w dostępnych źródłach., a Shai był tego głównym architektem. Statystyki? 40 punktów, 11 asyst, 7 zbiórek. Brzmi imponująco, ale to nie oddaje tego, jak to wyglądało. On trafił 16 rzutów z 19 prób. Prawie każdy jego pomysł był dobry. Thunder zaczęli mecz serią 7:0 i właściwie już po pierwszej kwarcie, którą wygrali 38:18, było wiadomo, jak to się skończy. Giannis Antetokounmpo zrobił, co mógł (19 punktów, 14 zbiórek), ale przeciwko takiej maszynie ofensywnej to po prostu nie wystarczyło. Thunder wygrali siódmy z ośmiu ostatnich meczów i wyglądają po prostu groźnie.
A teraz przenieśmy się do Memphis, gdzie emocji było pod dostatkiem. Atlanta Hawks pokonali Grizzlies 124:122 w spotkaniu, które mogło się potoczyć w dowolną stronę. Liderem Hawks był Jalen Johnson, który zdobył 32 punkty i 15 zbiórek. „Trafił kluczowy rzut na 40 sekund przed końcem, dając prowadzenie Hawks w końcówce (124-122 ostatecznie)”., dając jej oddech. Coś niesamowitego – w tym meczu prowadzenie zmieniało się 21 razy, a remis było aż 14 razy! Memphis miało ostatnią szansę, ale rzut Ja Moranta za trzy równo z syreną nie trafił. Zweryfikować serię porażek Hawks; jeśli błędne, usunąć. A Luke Kennard, były gracz Grizzlies, świetnie wszedł do gry, trafiając swoje pierwsze sześć rzutów. Takie mecze się pamięta.
I teraz… no cóż, czas na coś, co trudno nawet nazwać normalnym meczem. Podawać wynik z ostrożnością: Knicks pokonali Nets 120-66, kończąc serię porażek. Tak, przeczytaliście dobrze. Różnica 54 punktów. Usunąć – nie jest to najwyższe zwycięstwo w historii Knicks. Nets po prostu się kompromitują. Trafili tylko 29% rzutów z gry. Mieli prowadzenie… raz. Przez jakieś 30 sekund na początku, gdy było 6:4. Potem Knicks po prostu ich zmiażdżyli. Dla zespołu z Brooklynu to była największa lekcja pokory w tym sezonie. A Knicks? Oni potrzebowali takiego meczu jak powietrza. Mieli za sobą serię czterech porażek z rzędu i ogólnie fatalną passę. Jalen Brunson podobno zwołał zamknięte spotkanie zawodników przed tym meczem, mówiąc, że czas wziąć odpowiedzialność na siebie. Widać, że zadziałało, choć pewnie pomógł też poziom rywala.
A co działo się w innych halach? Usunąć lub zweryfikować wynik., a liderską robotę zrobił Jaylen Brown z 30 punktami. Detroit Pistons, nawet bez Cade’a Cunninghama, pokonali New Orleans Pelicans 112:104, a Jalen Duren zaliczył 20 punktów i 15 zbiórek. Usunąć lub zweryfikować., a Scottie Barnes znów błysnął 23 punktami. Usunąć lub zweryfikować., ale najciekawsze było to, że LaMelo Ball zaczął mecz z ławki i… trafił tylko 1 rzut z 15 prób. To był po prostu nie jego dzień.
Podsumowując tę noc: mieliśmy jeden występ na absolutnym, mistrzowskim poziomie (dziękujemy, Shai), jeden mecz, który oglądało się z zapartym tchem do ostatniej sekundy (Memphis, brawo) i jedno spotkanie, które… no, lepiej żeby gracze Nets o nim szybko zapomnieli. Taka właśnie jest NBA. Zawsze coś się dzieje.

