Tag: jr. NBA polska

  • Wreszcie! Sacramento Kings przerywa koszmarną serię porażek

    Wreszcie! Sacramento Kings przerywa koszmarną serię porażek

    Szesnaście kolejnych porażek. Szesnaście tygodni frustracji, wątpliwości i próby znalezienia jakiegokolwiek światełka w tunelu. Dla Sacramento Kings ten ciąg negatywnych wyników stał się już najdłuższą serią przegranych w historii franczyzy. Przerwał ją dopiero wtorkowy (23 lutego 2026) wyjazdowy mecz z Memphis Grizzlies. Zwycięstwo 123:114 nie tylko przyniosło wytchnienie, ale i odrobinę nadziei w sezonie, który do tej pory był pasmem niepowodzeń.

    Kontekst: sezon walki i kontuzji

    Aby zrozumieć wagę tego triumfu, trzeba spojrzeć na tabelę. Przed tym spotkaniem Kings mieli bilans 12 zwycięstw i 46 porażek, co dawało im niechlubne miano najsłabszej drużyny ligi. Ostatnie zwycięstwo odnieśli… 16 stycznia, pokonując Washington Wizards. Od tamtej pory przyszła seria 16 porażek z rzędu, w tym także 16 przegranych na wyjeździe. Presja rosła z każdym tygodniem.

    Po drugiej stronie parkietu sytuacja też nie była kolorowa. Memphis Grizzlies, z bilansem 21-35, borykało się z prawdziwą plagą kontuzji. W tym meczu na liście niezdolnych do gry figurowało aż ośmiu zawodników, w tym gwiazdor Ja Morant, który opuścił już czternasty mecz z powodu problemów z łokciem. Ta absencja zmusiła trenerów do sięgnięcia po nietypowe, bardzo młode i – co kluczowe – niskie składy. Żaden z aktywnych tego wieczoru Grizzlies nie był wyższy niż 6'9" (GG Jackson).

    Klucz do zwycięstwa: dominacja pod koszem

    Ta dysproporcja wzrostowa okazała się decydująca. Kings, prowadzeni przez Preciousa Achiuwę, dosłownie zdominowali strefę podkoszową od pierwszych minut. Już w przerwie Achiuwa miał na koncie dominację (22 punkty, najwięcej w zespole), a cała drużyna Sacramento zgromadziła aż 20 punktów z drugiej szansy. To właśnie agresywne zbieranie ofensywnych piłek (16 punktów z drugiej szansy tylko w pierwszej kwarcie) dało gospodarzom problem nie do ogarnięcia.

    • Do końca trzeciej kwarty Kings prowadzili w zbiórkach aż 39:21.* Achiuwa samodzielnie wyłapał 7 ofensywnych zbiórek, a jego kolega z frontu, Maxime Raynaud, dołożył do tego 13 zbiórek w całym spotkaniu. Fizyczna przewaga była tak wyraźna, że mimo dobrej gry w szybkim tempie i skuteczności w przechwytach (Memphis odnotowało 10+ przechwytów już siódmy mecz z rzędu), Grizzlies nie mieli szans w walce pod tablicami.

    Bohaterowie nocy w barwach Kings

    Oczywiście, sama dominacja pod koszem nie wystarczyłaby bez skutecznego finalizowania akcji. Tu na pierwszy plan wyszedł doświadczony Russell Westbrook. Weteran, który w tym sezonie często przejmował rolę lidera, znów poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Zdobył 25 punktów (najwięcej w drużynie), zaliczył 7 asyst i trafił trzy razy zza linii trzech punktów. Szczególnie istotna była jego trójka, która przypieczętowała kluczową, 15:4 podaż Kings w czwartej kwarcie, przy 8:45 do końca gry.

    • Wsparcie przyszło z różnych stron.* DeMar DeRozan, kolejny weteran, dołożył stabilne 19 punktów. Prawdziwym zaskoczeniem i iskrą z ławki okazał się jednak Daeqwon Plowden. Młody zawodnik rzucił 19 punktów, z czego aż 10 w decydującej czwartej kwarcie. To właśnie jego gra, w połączeniu z energią Achiuwy i zimną krwią Westbrooka, pozwoliła Sacramento utrzymać nerwową przewagę w końcówce.

    Przebieg meczu: nerwówka z happy endem

    Mecz od początku był ofensywną ucztą. W pierwszej połowie obie drużyny strzelały z efektywnością powyżej 54%, a Kings na przerwę schodzili z zaledwie dwupunktowym prowadzeniem (63:61). Memphis, dzięki szybszemu tempu, nawet na chwilę wyszło na prowadzenie w trzeciej kwarcie.

    Odpowiedź Kings była jednak natychmiastowa i miażdżąca. Odpalili serię 18:6, która dała im pierwsze dwucyfrowe prowadzenie w meczu. Do ostatniej kwarty wchodzili z trzypunktową przewagą (92:89). A potem przyszła ostateczna rozgrywka.

    Przy prowadzeniu 94:91 Kings odpalili druzgocące 10:0 w ciągu zaledwie 60 sekund. Plowden zaczął od "czteropunktowej akcji" (trafiony rzut za 3 punkty i faul), Malik Monk dorzucił "trójpunktówkę", a Westbrook przypieczętował tę serię kolejnym celnym rzutem z daleka. Memphis próbowało jeszcze odrobić straty, skracając do siedmiu punktów (108:101), ale kolejne trafione trójki Plowdena i Westbrooka ostatecznie pogrzebały nadzieje gospodarzy.

    Co dalej? Oddech, ale nie koniec drogi

    To zwycięstwo to przede wszystkim ogromna ulga psychologiczna dla całej organizacji Sacramento Kings. Przerwanie tak bolesnej serii, i to na wyjeździe, może dać zawodnikom zastrzyk wiary we własne siły. Pokazuje też, że mają w składzie zawodników, którzy potrafią wygrać mecz – Westbrook, DeRozan, Achiuwa.

    Nie zmienia to jednak faktu, że sezon dla Kings jest już praktycznie stracony. Bilans 13-46 nadal jest najgorszy w lidze, a celem na ostatnie jego tygodnie będzie raczej dalsze budowanie chemii, rozwój młodych talentów i unikanie powtórki z koszmaru szesnastu porażek z rzędu.

    Dla Memphis to kolejna gorzka lekcja w sezonie naznaczonym kontuzjami. Młodzi zawodnicy, jak Javon Small (21 punktów, 9 asyst) czy Olivier-Maxence Prosper (17 punktów), znów musieli wziąć na siebie ciężar gry, ale brak fizycznych aspektów i doświadczenia w decydujących momentach okazał się zbyt dużym wyzwaniem. Ich walka o play-offy w Zachodniej Konferencji stała się teraz jeszcze trudniejsza.

    Podsumowanie

    Mecz w Memphis nie był pięknym widowiskiem w stylu "showtime", ale za to był pełen charakteru i determinacji ze strony gości. Sacramento Kings, wykorzystując swoją siłę fizyczną i doświadczenie kluczowych graczy, w końcu mogli cieszyć się z wygranej. Po szesnastu porażkach z rzędu nawet najbrzydsze zwycięstwo smakuje jak najsłodszy deser. Dla kibiców Kings to chwila, na którą czekali ponad miesiąc. Dla ligi to przypomnienie, że w NBA – nawet w najtrudniejszym sezonie – żadna seria porażek nie trwa wiecznie.

  • NBA wkracza na parkiet w Śremie. Młodzi koszykarze przejmą halę Śremskiego Sportu

    NBA wkracza na parkiet w Śremie. Młodzi koszykarze przejmą halę Śremskiego Sportu

    Wielka koszykówka wkracza do Śremu i nie ma w tym ani grama przesady. Już w najbliższą niedzielę, 8 lutego 2026 roku, parkiet w hali Śremskiego Sportu zamieni się w arenę zmagań przyszłych gwiazd basketu. Turniej Jr. NBA Polska to coś więcej niż zwykłe zawody szkolne – to część globalnej machiny, która ma zaszczepić w dzieciakach miłość do tego sportu.

    Organizatorem całego zamieszania jest miejscowy klub Red Rims Basket Śrem. To właśnie dzięki nim, w ramach dywizji Zachód (czy też, trzymając się oficjalnej nomenklatury, Western Conference), zobaczymy młodych zawodników w akcji.

    Kto pojawi się na parkiecie?

    Start zaplanowano na godzinę 11:30. Na boisku zobaczymy dzieci w wieku od 7 do 13 lat, które na ten jeden dzień wcielą się w role zawodników najlepszej ligi świata. System jest prosty, ale genialny w swojej formule – lokalne drużyny przybierają barwy zespołów NBA. To sprawia, że rywalizacja nabiera zupełnie innego wymiaru dla tych młodych ludzi.

    Oprócz gospodarzy, czyli SBL RCS Red Rims Basket Śrem, do rywalizacji staną ekipy z całego regionu. Zobaczymy reprezentantów UKS SKM Nowa Sól, Szkoły Koszykówki Kangoo Basket, Enea Basket Poznań oraz KT Kosz Kalisz. Zapowiada się solidna dawka emocji, bo poziom szkolenia w tych ośrodkach stoi na naprawdę wysokim poziomie.

    Co ważne, wstęp na trybuny jest całkowicie bezpłatny. Można po prostu wejść, usiąść i kibicować.

    Więcej niż tylko rzucanie do kosza

    Organizatorzy zadbali o to, żeby nikt się nie nudził, nawet jeśli akurat trwa przerwa w meczu. Właściwie, to atrakcje towarzyszące mogą być równie ciekawe co same rozgrywki. Zaplanowano pokazy wsadów – oczywiście dostosowane do możliwości fizycznych uczestników, choć kto wie, może któryś z 13-latków nas zaskoczy?

    Ciekawym punktem programu będzie występ Pszczelarza Freestyle. Jeśli nigdy nie widzieliście freestyle'u koszykarskiego na żywo, to jest to swego rodzaju taniec z piłką. Co więcej, Pszczelarz nie tylko pokaże swoje triki, ale też poprowadzi warsztaty. Dzieciaki będą miały okazję nauczyć się kilku sztuczek, którymi później będą mogły pochwalić się na szkolnym boisku.

    Jr. NBA ma na celu rozwijanie pasji do gry w koszykówkę u chłopców i dziewcząt w wieku od 6 do 14 lat, ucząc ich podstaw tego sportu, jednocześnie wpajając podstawowe wartości, w tym pracę zespołową, szacunek i sportową rywalizację – czytamy w założeniach programu.

    I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Nie chodzi tylko o punkty i tabele.

    Edukacja przez sport

    Cała idea Jr. NBA opiera się na czymś więcej niż tylko wyłanianiu zwycięzców. To program nastawiony na edukację i wychowanie. Praca zespołowa, szacunek do rywala, zasady fair play – brzmi to może trochę górnolotnie, ale na parkiecie widać, że to działa.

    Wydarzenie potrwa do godziny 17:00. Będą quizy dla publiczności, konkursy i generalnie atmosfera, która ma przypominać to, co dzieje się za oceanem, tylko w nieco mniejszej skali. Miasto Śrem dorzuciło swoją cegiełkę, wspierając turniej dotacją, co pokazuje, że lokalny samorząd widzi potencjał w takich inicjatywach.

    Jeśli więc nie macie planów na niedzielę 8 lutego, warto zajrzeć do hali Śremskiego Sportu. Nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami koszykówki, energia tych młodych ludzi jest zazwyczaj zaraźliwa.

    Źródła