Tag: brooklyn nets

  • Dillon Brooks i kolejna afera. Znowu sprowokował przepychankę w ostatnich sekundach?

    Dillon Brooks i kolejna afera. Znowu sprowokował przepychankę w ostatnich sekundach?

    Cóż, jeśli chodzi o Dillona Brooksa, to chyba nigdy nie jest nudno. W meczu z 27 stycznia 2026 roku, w którym Phoenix Suns grali z Brooklyn Nets, obrońca znów znalazł się w centrum burzy. I to dosłownie, bo w ostatnich sekundach spotkania doszło do całkiem sporej przepychanki.

    Sprawa zaczęła się wcześniej, ale tak naprawdę eskalowała pod sam koniec. Brooks najpierw otrzymał faul flagrant 1. Co to właściwie znaczy? Po prostu sędziowie po weryfikacji wideo uznali, że jego kontakt z Nicem Claxtonem z Nets był niepotrzebny i dotyczył… no cóż, delikatnej części ciała. Można to ująć tak – był to rodzaj faulu, który nie był przypadkowy, ale też nie na tyle brutalny, żeby od razu wyrzucić go z boiska. To już pierwszy czerwony alarm w tym meczu.

    Ale to nie był koniec. Ostatnie sekundy gry. Wynik był już praktycznie przesądzony, ale emocje wcale nie opadły. Tutaj pojawia się kluczowa postać – Egor Demin, rosyjski debiutant Nets. Doszło do sprzeczki między nim a Brooksem. I tu widać charakterystyczny dla Brooksa styl – potrafi być irytujący, prowokujący. Demin, widać że już miał dość, mocno odepchnął Brooksa, który wylądował na parkiecie.

    Co się stało potem? No właśnie, to była już typowa koszykarska szarpanina. Zawodnicy obu drużyn rzucili się do siebie, trzeba było ich rozdzielać. Sytuacja na szczęście nie wymknęła się spod kontroli i szybko została opanowana. „Ostatecznie za ten incydent Brooks nie dostał karty technicznej, pomimo swojego zaangażowania. Techniczne karty otrzymali inni zawodnicy: z Nets – Egor Demin, Terance Mann i Michael Porter Jr., a z Suns – Grayson Allen i Royce O’Neale. Brooks miał już jedną kartę techniczną wcześniej w meczu.” Demin pewnie też coś oberwał od sędziów, ale głównym 'bohaterem’ znów został Brooks.

    I tu pojawia się pytanie, które chyba wszyscy sobie zadajemy – czy to była celowa prowokacja ze strony Brooksa? On ma już taką reputację. Jest zawodnikiem twardym, fizycznym, ale czasem ta fizyczność przekracza pewne granice. To nie jest jego pierwszy taki występ. Gra na krawędzi, często tę krawędź przekracza, i potem mamy właśnie takie sceny.

    Co ciekawe, to nie jest pierwszy raz, kiedy Brooks wpływa na atmosferę końcówki meczu. Jego obecność na parkiecie często generuje dodatkowe napięcie. Dla jednych jest to po prostu element gry, 'dogrywanie’ przeciwników. Dla innych – niepotrzebne eskalowanie konfliktów, które mogą prowadzić do kontuzji.

    Jak na to patrzeć? Z jednej strony, NBA to liga pełna emocji i rywalizacji. Takie epizody, choć niebezpieczne, są jej częścią. Z drugiej strony, liga ostatnio mocno naciska na czystość gry i bezpieczeństwo zawodników. Faul flagrant i techniczny w jednym meczu to jasny sygnał, że sędziowie obserwują Brooksa bardzo uważnie.

    A co z samym meczem? Cóż, ten incydent przyćmił nieco sportowy wynik. Ale to już inna historia. Dziś głównym tematem jest znów Dillon Brooks i jego umiejętność, żeby znaleźć się w centrum zamieszania. Czy coś się zmieni? Pewnie nie. Jego styl gry jest jego znakiem rozpoznawczym. Po prostu kolejny rozdział w księdze kontrowersji związanych z tym zawodnikiem. I chyba możemy być pewni, że nie ostatni.

    Źródła