Tag: anthony edwards

  • Top 10 akcji z NBA All Star Game 2026: Obrazowy zapis rewolucyjnego formatu

    Top 10 akcji z NBA All Star Game 2026: Obrazowy zapis rewolucyjnego formatu

    Los Angeles po raz kolejny było centrum koszykarskiego świata, ale tegoroczny All-Star Game był inny niż wszystkie. Miniturniej rozegrany 15 lutego w nowoczesnym Intuit Dome całkowicie zmienił zasady gry. Ciekawe jest to, że zamiast jednego meczu mieliśmy cztery dwunastominutowe pojedynki, a wszystko w nowej konfiguracji drużyn: USA Stars, USA Stripes oraz World.

    Rewolucja na parkiecie i przed telewizorami

    To nie była tylko zmiana zasad na boisku. Weekend Gwiazd był transmitowany przez dotychczasowych partnerów medialnych NBA. Ale prawdziwa akcja rozgrywała się oczywiście między zawodnikami.

    Prawdziwa walka o każdą akcję

    Nowy format naprawdę zadziałał, jeśli chodzi o konkurencyjność. Nie było już miejsca na odpuszczanie obrony przez trzy kwarty. Każdy z czterech krótkich meczów miał znaczenie dla końcowego rozstrzygnięcia turnieju, co zmusiło gwiazdy do większego zaangażowania.

    MVP całego wydarzenia został Anthony Edwards z zwycięskiej drużyny USA Stars. Jego wszechstronna gra była kwintesencją tego, co widzieliśmy przez cały wieczór: indywidualnego kunsztu w służbie zespołu.

    Top 10 akcji: od buzzer beaterów po alley-oop

    A teraz to, na co wszyscy czekali – subiektywny przegląd największych perełek wieczoru. Trudno powiedzieć, czy którakolwiek z nich była absolutnie najlepsza, bo każda miała swój unikalny charakter.

    • Buzzer beater Scotta Barnesa dla USA Stars w pierwszym meczu turnieju przeciwko World. Czysta realizacja zegara, idealne wyczucie czasu i zimna krew pod presją.
    • Buzzer beater De'Aarona Foxa dla USA Stripes w drugim meczu turnieju. Kolejny przykład mistrzowskiego wyczucia czasu.
    • Efektowny początek pojedynku World vs Stars. Od razu postawili wysoką poprzeczkę energią i kreatywnością, w tym mocne wejście Victora Wembanyamy.
    • Kluczowe akcje obronne, które w końcu zaczęły pojawiać się w tym spotkaniu, jak bloki Wembanyamy.
    • Dominujący występ Kawhiego Leonarda, który zdobył 31 punktów dla USA Stripes w trzecim meczu.
    • Decydująca gra finałowa, w której Edwards i Tyrese Maxey połączyli siły, by zapewnić USA Stars tytuł.

    Warto dodać, że wśród wyróżniających się momentów znalazły się też dalekie trójki oraz precyzyjna gra zespołowa.

    Gwiazda międzynarodowego składu

    Drużyna World, choć ostatecznie przegrała oba swoje mecze i odpadła z turnieju, pokazała się z bardzo dobrej strony. Kilka akcji zagranicznych zawodników, jak właśnie Wembanyama, trafiło do zestawienia najlepszych, udowadniając, że talent poza Stanami Zjednoczonymi kwitnie. Ich gra zespołowa często była bardziej finezyjna niż u amerykańskich rywali.

    Nowy rozdział dla All-Star Game?

    Po latach krytyki za brak defensywy i poważnej rywalizacji, liga NBA znalazła receptę. Ten eksperyment z miniturniejem i krótszymi meczami wydaje się trafiony. Kibice dostali więcej emocjonujących finiszy – ponieważ każdy mecz był krótki, punktacja była zawsze blisko.

    Z drugiej strony, niektórzy tradycjonaliści mogą tęsknić za starym, bardziej swobodnym formatem. Ale ciężko narzekać, gdy widzi się buzzer beatery w pierwszych dwóch z czterech spotkań wieczoru.

    Weekend w Los Angeles pokazał, że All-Star Game może ewoluować bez tracenia swojej esencji – święta ofensywnego kunsztu i atletyzmu. A dziesięć najpiękniejszych akcji z tego wieczoru będzie żyć długo w highlightach i pamięci fanów.

    Źródła

  • Wembanyama pokonał Edwardsa o włos! Oto pierwsza piątka Meczu Gwiazd NBA 2026

    Wembanyama pokonał Edwardsa o włos! Oto pierwsza piątka Meczu Gwiazd NBA 2026

    No i mamy to. Wiemy już, kto rozpocznie 75. Mecz Gwiazd NBA. „Oficjalne ogłoszenie nastąpiło w poniedziałek, 19 stycznia 2026 r.”, a wśród zachodnich starterów znalazła się absolutna czołówka ligi, plus jeden, bardzo wąski, ale niezwykle emocjonujący dylemat. Chodzi oczywiście o ostatnie miejsce, o które walczyli Victor Wembanyama i Anthony Edwards. A walka była tak wyrównana, że aż trudno uwierzyć w liczby.

    Zacznijmy od tego, jak to w ogóle działa. Wybór starterów to nie jest proste głosowanie fanów. NBA używa dość skomplikowanej, ale sprawiedliwej formuły. Połowę wpływu (czyli 50%) mają kibice. Kolejne 25% głosują sami zawodnicy, a ostatnie 25% media. Później te wszystkie głosy są przeliczane na punkty i wychodzi ostateczny ranking. Jeśli dwóch graczy ma identyczny wynik końcowy, co się zdarza, decyduje liczba głosów od fanów. I dokładnie to się stało w przypadku Wembanyamy i Edwardsa.

    „Obaj panowie uzyskali identyczny wynik w klasyfikacji ogólnej (remis w punktach według formuły NBA).” To oznacza, że byli równi w oczach całego panelu wyborczego. Wtedy liga sięgnęła po tiebreaker, czyli po głosy kibiców. I tu jest ten szokujący szczegół. „Wembanyama wygrał tiebreaker głosami kibiców różnicą mniejszą niż 5000 głosów spośród niemal 2 milionów oddanych.”, to ta różnica jest naprawdę mikroskopijna. To tak, jakby o twoim miejscu w pracy decydował jeden głos w firmowym plebiscycie. Niesamowicie mało.

    Co to oznacza dla Anthony’ego Edwardsa? Cóż, na pewno ogromny zawód. Ant to jeden z największych showmanów ligi, gracz, który doskonale wpisuje się w klimat Meczu Gwiazd. Ale pocieszę go i jego fanów – szansa na udział w weekendie gwiazd wcale nie jest stracona. Starterzy to tylko pięciu graczy z konferencji. Całe składy, wliczając rezerwowych, zostaną ogłoszone dopiero 1 lutego. Trenerzy wybiorą wtedy po siedmiu dodatkowych zawodników z każdej konferencji. Edwards jest absolutnym faworytem do znalezienia się w tym gronie. Po prostu nie zacznie meczu w pierwszej piątce.

    A kto zacznie? W Konferencji Zachodniej mamy absolutną elitę. Oto pierwsza piątka: Stephen Curry (Golden State Warriors), „Luka Dončić (Dallas Mavericks)”, Shai Gilgeous-Alexander (Oklahoma City Thunder), Nikola Jokić (Denver Nuggets) i właśnie Victor Wembanyama (San Antonio Spurs). To zestawienie brzmi jak marzenie każdego fana koszykówki. Wschód również prezentuje się znakomicie: Giannis Antetokounmpo (Milwaukee Bucks), Jaylen Brown (Boston Celtics), Jalen Brunson (New York Knicks), Cade Cunningham (Detroit Pistons) i Tyrese Maxey (Philadelphia 76ers).

    Warto przy okazji wspomnieć o małej, ale znaczącej zmianie w samym głosowaniu. W tym roku NBA zrezygnowała z podziału na pozycje. Kibice nie musieli już wybierać osobno obrońców i skrzydłowych. Po prostu głosowali na pięciu ulubionych graczy. To uproszczenie mogło mieć wpływ na końcowy wynik, szczególnie w tak wyrównanych przypadkach.

    A co z samym Meczem Gwiazd? Tu liga znowu eksperymentuje. Po kilku latach, gdy mecz był po prostu pokazówką bez obrony, a wyniki przekraczały 200 punktów, szukano pomysłu, jak to naprawić. W tym roku zobaczymy zupełnie nowy format. Zamiast dwóch drużyn (Wschód vs. Zachód) będą trzy: dwie złożone z graczy z USA i jedna – drużyna „World” – z zawodników spoza Stanów Zjednoczonych. Będą grać w mini-turnieju, systemem każdy z każdym, a potem finał. Każdy mecz ma trwać tylko 12 minut. Pomysł jest taki, żeby krótszy czas gry wymusił większą intensywność od pierwszej sekundy. Czy to zadziała? Przekonamy się 15 lutego w Inglewood w Kalifornii.

    Wróćmy jednak do głównych bohaterów dzisiejszej wiadomości. Zwycięstwo Wembanyamy potwierdza jego nieprawdopodobną popularność już na samym początku kariery. Francuz, który dopiero w trzecim sezonie w lidze, już na stałe wpisał się w grono największych gwiazd. Jego unikalne umiejętności, połączenie wzrostu i techniki, po prostu przyciągają uwagę. Edwards jest za to uosobieniem energii, atletyzmu i charakteru. To rywalizacja, którą będziemy obserwować przez wiele lat, a ten głosujący tiebreaker jest jej doskonałym początkiem.

    No dobrze, a co z Polakami? Niestety, w głosowaniu na starterów nie było mocnych. Jeremy Sochan, nasz reprezentant w San Antonio Spurs, nie znalazł się w gronie najwyżej notowanych. Ale pamiętajmy, że to dopiero początek procesu wyłaniania uczestników całego weekendu. Często prawdziwe emocje zaczynają się, gdy ogłaszani są rezerwowi. To właśnie tam trenerzy doceniają graczy, którzy są kluczowi dla swoich drużyn, nawet jeśli nie biją rekordów popularności.

    Podsumowując, mamy za sobą pierwszy, bardzo emocjonujący akt przygotowań do Meczu Gwiazd. Wembanyama wygrał o włos, a liga ogłosiła skład, który zapowiada widowisko na najwyższym poziomie. Teraz czekamy na 1 lutego i ogłoszenie rezerwowych. Anthony Edwards, miejmy nadzieję, będzie wśród nich. A my szykujemy się na 15 lutego i nowy, eksperymentalny format, który, kto wie, może w końcu przywrócić trochę prawdziwej rywalizacji w tym święcie koszykarskiej rozrywki.

    Źródła