Autor: sandra

  • Covers.com: Niezawodny kompas w świecie zakładów NBA

    Covers.com: Niezawodny kompas w świecie zakładów NBA

    Dla wszystkich fanów koszykówki, którzy patrzą na ligę NBA nie tylko przez pryzmat emocji sportowych, ale także wartość zakładów bukmacherskich, posiadanie wiarygodnego źródła analiz jest kluczowe. Jednym z najbardziej szanowanych i rozpoznawalnych miejsc tego typu jest właśnie Covers.com. Platforma, z ponad 30-letnim doświadczeniem na rynku, zbudowała swoją pozycję na dostarczaniu darmowych, szczegółowych prognoz i analiz bukmacherskich, które pomagają postawić na nogi nawet najbardziej skomplikowane zakłady.

    Kim są eksperci Covers.com?

    Podstawą wiarygodności każdego serwisu prognostycznego są ludzie, którzy za nim stoją. W przypadku Covers.com to fundament zbudowany z ponad 25-letniego doświadczenia w świecie sportowych zakładów. Zespół analityków to weterani rynku, tacy jak Jason Logan (Senior Betting Analyst), Andrew Caley (Senior Betting Analyst) czy Jon Metler (Betting Analyst). Ich zadaniem nie jest zgadywanie wyników, ale przeprowadzanie dogłębnej analizy, która ma wydobyć wartość z linii bukmacherskich.

    Ich praca nie kończy się na sezonie regularnym. Serwis oferuje swoje przewidywania przez cały rok – od pierwszego gwizdka sezonu, aż po emocje Finałów NBA. To ciągły proces badania statystyk, form drużyn, kontuzji kluczowych zawodników oraz wszystkich innych czynników, które mogą wpłynąć na wynik spotkania.

    Co dokładnie oferuje serwis?

    Covers.com to coś znacznie więcej niż tylko lista typów. To kompleksowe narzędzie dla każdego typera. Oferta serwisu jest podzielona na kilka kluczowych obszarów:

    • Darmowe typy eksperckie i komputerowe: To serce platformy. Każdego dnia na stronie pojawiają się szczegółowe prognozy na nadchodzące mecze. Co istotne, rozróżniają one typy przygotowywane przez żywych analityków (Expert Picks) od tych generowanych przez zaawansowane modele statystyczne (Computer Picks). Dla przykładu, w meczu z 19 lutego 2026 między Indianą a Waszyngtonem, ekspert Eric Rosales polecał zakład typu Under 232.5 punktów, podczas gdy model komputerowy wskazywał na wartość w Over 6.5 zbiórek dla Jarace'a Walkera.
    • Analiza linii bukmacherskich (Odds): Serwis agreguje i porównuje kursy z różnych legalnych bukmacherów, pozwalając użytkownikom znaleźć najlepszą ofertę na dany zakład.
    • Projekcje statystyk zawodników (Prop Projections): To prawdziwa perełka dla miłośników zakładów szczegółowych (proposition bets). Covers publikuje prognozy na punkty, asysty, zbiórki, trafione trójki dla poszczególnych graczy. Każda projekcja jest opatrzona oceną wartości oczekiwanej (EV Model Rating) w skali gwiazdkowej (1-5), gdzie 3-4 gwiazdki oznaczają pozytywną wartość, a 5 – najwyższą.
    • Analiza zakładów futures: Przed sezonem i w jego trakcie eksperci regularnie publikują artykuły analizujące kursy na mistrza ligi, MVP, nagrodę dla najlepszego debiutanta czy trenera roku. To cenne źródło informacji dla osób planujących długoterminowe strategie.
    • Aktualności i głębsze analizy: Platforma to także magazyn. Znajdziemy tu artykuły o charakterze newsowym, ale też opiniotwórcze teksty, które zgłębiają szersze tematy, jak choćby niedawna analiza „Should the NBA Abolish the Draft?”.

    Jak działa system oceny zakładów?

    Kluczowym pojęciem, które przyświeca analitykom Covers, jest wartość oczekiwana (Expected Value – EV). To nie chodzi o wskazywanie faworytów czy drużyn, które na pewno wygrają. Chodzi o identyfikację zakładów, w których kurs oferowany przez bukmachera jest wyższy niż rzeczywiste prawdopodobieństwo zdarzenia, co w dłuższej perspektywie może przynieść zysk.

    System gwiazdek (0-5) służy właśnie do oceny tej wartości:

    • 0-2 gwiazdki: Zakład o ujemnej lub zerowej wartości oczekiwanej. Lepiej go unikać.
    • 3-4 gwiazdki: Zakład o dodatniej wartości oczekiwanej. To propozycje, które według modeli Covers mają solidne podstawy statystyczne.
    • 5 gwiazdek: Zakład o najwyższej wartości oczekiwanej. To flagowe rekomendacje serwisu, gdzie rozbieżność między przewidywaniami a kursem jest największa.

    Przykład? W meczu Houston Rockets – Charlotte Hornets z 18 lutego 2026, analitycy zauważyli, że choć Rockets byli faworytami (spread -2.5), to najlepszą wartością w tym spotkaniu był zakład na łączną liczbę punktów (total), a nie na zwycięzcę. To pokazuje, jak myślą profesjonaliści – szukają słabości w linii, niezależnie od typu zakładu.

    Typy zakładów, na których się skupiają

    Eksperci Covers nie ograniczają się do jednej formy obstawiania. Ich analizy obejmują całe spektrum możliwości:

    • Point Spread (fora/handicap): Klasyczny zakład wyrównujący szanse między faworytem a underdogiem. To podstawa oferty.
    • Totals (Over/Under): Typowanie, czy łączna liczba punktów w meczu przekroczy (Over) czy nie (Under) ustaloną przez bukmachera granicę.
    • Moneyline (zwycięzca meczu): Proste obstawienie wygranej drużyny, choć ze względu na często niski kurs faworytów, ta opcja pojawia się rzadziej.
    • Zakłady szczegółowe (Player Props): Bardzo popularna kategoria. Analitycy przeszukują oferty bukmacherów w poszukiwaniu wartościowych kursów na statystyki poszczególnych zawodników – punkty, asysty, zbiórki, trójki.

    Dlaczego warto korzystać z Covers.com?

    Przede wszystkim ze względu na przejrzystość i profesjonalizm. Serwis nie obiecuje cudów ani 100% skuteczności – to niemożliwe w świecie zakładów. Zamiast tego oferuje edukację i oparte na danych narzędzia, które pozwalają podejmować bardziej świadome decyzje.

    Dostęp do tak szczegółowych analiz, projekcji statystycznych i oceny wartości zakładów jest zazwyczaj płatny w innych serwisach. Tutaj – co kluczowe – jest całkowicie darmowy. To ogromna wartość dla początkujących i zaawansowanych typerów.

    Warto też podkreślić społeczny aspekt platformy. Covers.com posiada prężne forum, gdzie użytkownicy (ponad 810 tysięcy z całego świata) wymieniają się spostrzeżeniami i dyskutują o zakładach, co dodaje kolejną perspektywę do analiz ekspertów.

    Podsumowanie

    Covers.com to nie „wróżenie z fusów”, a solidne, analityczne narzędzie dla każdej osoby zainteresowanej zakładami sportowymi na NBA. Łączy doświadczenie żywych ekspertów z mocą modeli komputerowych, oferując darmowy wgląd w proces, który zazwyczaj odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Nie dostarcza gotowych odpowiedzi, ale daje użytkownikowi najlepsze dostępne informacje, by sam mógł podjąć decyzję. W świecie, gdzie każdy procent przewagi ma znaczenie, Covers.com jest przewodnikiem, który pomaga odnaleźć się w gąszczu liczb, kursów i statystyk. Pamiętajmy jednak o odpowiedzialnym graniu – żadna analiza nie daje gwarancji sukcesu, a zakłady powinny zawsze być formą rozrywki, a nie źródłem dochodu.

  • Top 10 akcji z NBA All Star Game 2026: Obrazowy zapis rewolucyjnego formatu

    Top 10 akcji z NBA All Star Game 2026: Obrazowy zapis rewolucyjnego formatu

    Los Angeles po raz kolejny było centrum koszykarskiego świata, ale tegoroczny All-Star Game był inny niż wszystkie. Miniturniej rozegrany 15 lutego w nowoczesnym Intuit Dome całkowicie zmienił zasady gry. Ciekawe jest to, że zamiast jednego meczu mieliśmy cztery dwunastominutowe pojedynki, a wszystko w nowej konfiguracji drużyn: USA Stars, USA Stripes oraz World.

    Rewolucja na parkiecie i przed telewizorami

    To nie była tylko zmiana zasad na boisku. Weekend Gwiazd był transmitowany przez dotychczasowych partnerów medialnych NBA. Ale prawdziwa akcja rozgrywała się oczywiście między zawodnikami.

    Prawdziwa walka o każdą akcję

    Nowy format naprawdę zadziałał, jeśli chodzi o konkurencyjność. Nie było już miejsca na odpuszczanie obrony przez trzy kwarty. Każdy z czterech krótkich meczów miał znaczenie dla końcowego rozstrzygnięcia turnieju, co zmusiło gwiazdy do większego zaangażowania.

    MVP całego wydarzenia został Anthony Edwards z zwycięskiej drużyny USA Stars. Jego wszechstronna gra była kwintesencją tego, co widzieliśmy przez cały wieczór: indywidualnego kunsztu w służbie zespołu.

    Top 10 akcji: od buzzer beaterów po alley-oop

    A teraz to, na co wszyscy czekali – subiektywny przegląd największych perełek wieczoru. Trudno powiedzieć, czy którakolwiek z nich była absolutnie najlepsza, bo każda miała swój unikalny charakter.

    • Buzzer beater Scotta Barnesa dla USA Stars w pierwszym meczu turnieju przeciwko World. Czysta realizacja zegara, idealne wyczucie czasu i zimna krew pod presją.
    • Buzzer beater De'Aarona Foxa dla USA Stripes w drugim meczu turnieju. Kolejny przykład mistrzowskiego wyczucia czasu.
    • Efektowny początek pojedynku World vs Stars. Od razu postawili wysoką poprzeczkę energią i kreatywnością, w tym mocne wejście Victora Wembanyamy.
    • Kluczowe akcje obronne, które w końcu zaczęły pojawiać się w tym spotkaniu, jak bloki Wembanyamy.
    • Dominujący występ Kawhiego Leonarda, który zdobył 31 punktów dla USA Stripes w trzecim meczu.
    • Decydująca gra finałowa, w której Edwards i Tyrese Maxey połączyli siły, by zapewnić USA Stars tytuł.

    Warto dodać, że wśród wyróżniających się momentów znalazły się też dalekie trójki oraz precyzyjna gra zespołowa.

    Gwiazda międzynarodowego składu

    Drużyna World, choć ostatecznie przegrała oba swoje mecze i odpadła z turnieju, pokazała się z bardzo dobrej strony. Kilka akcji zagranicznych zawodników, jak właśnie Wembanyama, trafiło do zestawienia najlepszych, udowadniając, że talent poza Stanami Zjednoczonymi kwitnie. Ich gra zespołowa często była bardziej finezyjna niż u amerykańskich rywali.

    Nowy rozdział dla All-Star Game?

    Po latach krytyki za brak defensywy i poważnej rywalizacji, liga NBA znalazła receptę. Ten eksperyment z miniturniejem i krótszymi meczami wydaje się trafiony. Kibice dostali więcej emocjonujących finiszy – ponieważ każdy mecz był krótki, punktacja była zawsze blisko.

    Z drugiej strony, niektórzy tradycjonaliści mogą tęsknić za starym, bardziej swobodnym formatem. Ale ciężko narzekać, gdy widzi się buzzer beatery w pierwszych dwóch z czterech spotkań wieczoru.

    Weekend w Los Angeles pokazał, że All-Star Game może ewoluować bez tracenia swojej esencji – święta ofensywnego kunsztu i atletyzmu. A dziesięć najpiękniejszych akcji z tego wieczoru będzie żyć długo w highlightach i pamięci fanów.

    Źródła

  • Mecz Gwiazd NBA uderzył rekordem oglądalności. Prawie dwa razy więcej widzów niż rok temu

    Mecz Gwiazd NBA uderzył rekordem oglądalności. Prawie dwa razy więcej widzów niż rok temu

    NBA w końcu znalazło sposób, aby ożywić swój coroczny festiwal. Mecz Gwiazd w tym roku nie był tak naprawdę jednym meczem, tylko serią czterech, dwunastominutowych pojedynków w nowym, round-robin formacie. I, jak pokazują świeże dane Nielsen'a, to był absolutnie genialny ruch.

    Transmisja z niedzielnego widowiska na antenach NBC, Peacock i Telemundo zgromadziła średnio 8,8 miliona widzów. To liczba, która robi wrażenie. Dla porównania, zeszłoroczny All-Star Game na TNT Sports obejrzało 4,7 miliona osób. To oznacza skok o solidne 87 procent.

    Ale tu jest naprawdę ciekawa część: to najwyższa oglądalność Meczu Gwiazd od 2011 roku. Można powiedzieć, że liga odnalazła przepis na sukces po latach spadającego zainteresowania.

    Co zmieniono w formule?

    Kluczem była gruntowna przebudowa całego wydarzenia. Zamiast tradycyjnego podziału na Konferencję Wschodnią i Zachodnią, gwiazdy NBA zostały podzielone na trzy zespoły: USA Stars, USA Stripes oraz drużynę World złożoną z zawodników spoza Stanów. Powstał mini-turniej.

    Wyniki trzech pierwszych meczów były niezwykle wyrównane: 37-35, 48-45 i 42-40. Właśnie tego chcieli widzowie – rywalizacji na najwyższym poziomie, gdzie każda akcja ma znaczenie, a nie pokazówki bez obrony. Dopiero finał zakończył się bardziej jednostronnie.

    Dlaczego to zadziałało?

    Wydaje się, że kibice po prostu mieli dość pokazu koszykarskiego cyrku. Nowy format wrócił do korzeni sportowej rywalizacji. Zawodnicy, podzieleni na mniejsze, spójne drużyny, grali z większą intensywnością i zaangażowaniem.

    Ciekawe jest też to, jak transmisja została wkomponowana w ramówkę NBC. Stacja emitowała ją o 17:00 czasu wschodniego w niedzielę, zaraz po całym dniu relacji z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie-Cortinie. To strategiczne ustawienie na pewno pomogło w złapaniu dodatkowej widowni.

    Szczyt oglądalności, aż 9,8 miliona widzów, osiągnięto podczas drugiego meczu turnieju, pomiędzy USA Stripes a drużyną World. To pokazuje, że ten międzynarodowy wątek również trafił w gusta publiczności.

    Kontekst i porównanie

    Warto dodać, że to pierwszy raz od 2002 roku, kiedy to NBC transmitowało Mecz Gwiazd. Powrót na tę antenę po ponad dwóch dekadach również mógł mieć pozytywny wpływ na wynik.

    Porównanie z poprzednimi latami jest bezlitosne dla starego formatu. Wzrost z 4,7 do 8,8 miliona to nie jest drobna korekta. To jest niemal podwojenie audytorium, co w dzisiejszych, rozproszonych czasach jest nie lada wyczynem.

    Liga przez lata szukała sposobu na ożywienie tego wydarzenia, które choć celebruje jej największe gwiazdy, często było krytykowane za brak poważnej gry. Wygląda na to, że w 2026 roku wreszcie znaleziono skuteczny przepis. A może po prostu wrócono do tego, co w sporcie najważniejsze: prawdziwej walki.

    Teraz pytanie brzmi: czy ten sukces oglądalności przekuje się na stałą zmianę? Czy przyszłoroczny All-Star utrzyma ten poziom emocji i zainteresowania? Na razie NBA ma powody do świętowania. Po latach zastoju, Mecz Gwiazd znowu stał się must-watch dla milionów fanów koszykówki na całym świecie.

    Źródła

  • Niesamowita prognoza CBS Sports. Pokazali dokąd poleci Anthony Davis, a kilka dni później…

    Niesamowita prognoza CBS Sports. Pokazali dokąd poleci Anthony Davis, a kilka dni później…

    Czasem analizy sportowe to tylko gadanie. A czasem są tak trafne, że aż ciężko w to uwierzyć. Właśnie taka sytuacja wydarzyłała się wokół Anthony'ego Davisa i redakcji CBS Sports na początku 2026 roku.

    Matchmaker w akcji

    23 stycznia 2026, na antenie CBS Sports, pojawił się segment zatytułowany 'Trade Deadline Matchmaker: Anthony Davis'. Prowadzący John Gonzalez usiadł przed kamerami, by rozebrać na czynniki pierwsze sytuację gwiazdowego skrzydłowego z Dallas Mavericks. Davis, pomimo swoich niewątpliwych umiejętności, był wtedy owiany mgłą niepewności.

    Głównymi tematami były jego historia kontuzji oraz toczące się w tle rozmowy o przedłużeniu umowy. Gonzalez, jak dobry swat, zaczął więc szukać idealnego partnera – drużyny, która zaryzykuje, by pozyskać takiego gracza. Segment ten nie był prostym wróżeniem z fusów, a raczej analizą opartą na potrzebach drużyn, dostępnych aktywach i logice ligi.

    Trade deadline to zawsze kompromis – można było usłyszeć w tle podobnych materiałów stacji. Zaspokojenie wszystkich stron w takiej transakcji to nie lada wyzwanie.

    W tamtym momencie Davis był zawodnikiem Mavericks. Jego przyszłość w Dallas nie była jednak wcale przesądzona. W środowisku NBA krążyły pytania: Czy drużyna z Teksasu jest gotowa zaoferować mu maksymalny kontrakt, biorąc pod uwagę ryzyko? A jeśli nie, to czy lepiej wymienić go przed terminem, by coś uzyskać w zamian?

    Z teorii do praktyki

    Analiza CBS Sports okazała się niesamowicie przenikliwa. Bo co się stało zaledwie kilkanaście dni później? W pierwszej połowie lutego 2026 roku, tuż przed ostatecznym terminem wymian w NBA, rozegrała się prawdziwa bomba.

    Anthony Davis nie został już zawodnikiem Dallas Mavericks. Zamiast tego trafił do Washington Wizards w gigantycznej, wieloosobowej wymianie, która wstrząsnęła ligą. Transakcja obejmowała kilku graczy i przyszłe wybory w drafcie, dokładnie tak, jak sugerują największe transfery.

    To sprawiło, że cały segment 'Matchmaker' nagle nabrał zupełnie nowego znaczenia. Nie był to już tylko teoretyczny eksperyment myślowy. Stał się niemalże prognozą, która spełniła się w rzeczywistości. Gonzalez i jego zespół przeanalizowali rynek, potrzeby klubów i sytuację Davisa, a liga poszła właśnie w takim kierunku.

    Ciekawe jest to, że Washington Wizards mogli być jednym z kilku potencjalnych miejsc, o których mówiono w materiale. Choć szczegóły samej analizy nie są znane, fakt, że Davis wylądował właśnie w nowym klubie tuż po emisji programu, mówi sam za siebie.

    Dlaczego to takie istotne?

    Ta historia pokazuje coś więcej niż tylko trafność jednej prognozy. Pokazuje, jak działa dzisiejsze dziennikarstwo sportowe. To nie są już tylko relacje z tego, co się stało. To coraz częściej analityczna praca polegająca na łączeniu kropek: kontraktów, potrzeb drużyn, sytuacji kapitałowej i pragnień zawodników.

    Materiały takie jak 'Trade Deadline Matchmaker' są tworzone właśnie po to, by spróbować wyprzedzić wydarzenia. By zrozumieć mechanizmy rządzące ligą i przewidzieć, gdzie logika biznesowa i sportowa może popchnąć dany klub. W przypadku Davisa, ta logika wskazała na zmianę otoczenia.

    Warto dodać, że format ten nie był odosobniony. CBS Sports tworzyło podobne analizy dla innych gwiazd, jak Giannis Antetokounmpo czy Ja Morant, szukając dla nich najlepszych dopasowań w hipotetycznych scenariuszach wymiany. To stały element przygotowań do gorącego okresu transferowego.

    Ostatecznie, historia z Davisem to idealny przykład symbiozy między wydarzeniami na parkiecie, a ich omówieniem w mediach. Redakcja rzuciła wyzwanie sobie i widzom, pytając 'gdzie powinien trafić Davis?'. A liga odpowiedziała kilkanaście dni później, głośnym i wyraźnym 'do Washington'.

    Źródła

  • Historyczna noc LeBrona i zwycięstwa Lakers, Blazers oraz Bucks

    Historyczna noc LeBrona i zwycięstwa Lakers, Blazers oraz Bucks

    To była jedna z tych koszykarskich nocy, którą zapamiętamy na długo. LeBron James w wieku 41 lat i 44 dni zapisał się w historii ligi, a Los Angeles Lakers zapewnili sobie ważne zwycięstwo tuż przed przerwą All-Star. Wynik mówi wszystko: Lakers pokonali Mavericks 124:104.

    Historyczne triple-double LeBrona

    LeBron James nie przestaje zadziwiać. W meczu przeciwko Dallas Mavericks na własnej hali, King James zanotował 123. triple-double w karierze i pierwsze w tym sezonie. Jego statystyki to 28 punktów, 10 zbiórek i 12 asyst w 35 minutach na parkiecie.

    Co więcej, stał się tym samym najstarszym zawodnikiem w historii NBA, który dokonał tej sztuki. Poprzedni rekord należał do Karla Malone'a, który miał 40 lat i 127 dni.

    Triple-double dla LeBrona Jamesa… i owacja na stojąco, gdy schodzi z parkietu!

    Dla Mavericks to już dziewiąta porażka z rzędu. Naji Marshall (19 punktów) i Max Christie (19 punktów) próbowali utrzymać swój zespół w grze, ale Dallas grało bez kluczowego Luky Doncica (kontuzja lewej nogi) i było wyraźnie osłabione.

    Źródła

  • Kawhi rzuca 41 punktów, a Knicks ogrywają Celtics – gorąca niedziela w NBA

    Kawhi rzuca 41 punktów, a Knicks ogrywają Celtics – gorąca niedziela w NBA

    Kawhi Leonard właśnie przypomniał całej lidze, dlaczego wciąż należy do elity, kiedy tylko jest zdrowy. Jego 41 punktów to wynik, który zdominował niedzielne nagłówki i szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić. Oglądanie go w takiej formie to czysta przyjemność dla fanów koszykówki, niezależnie od barw klubowych.

    Ale to nie jedyna wielka historia minionej nocy. Wszyscy czekali na starcie wagi ciężkiej na Wschodzie i nie zawiedliśmy się.

    Knicks stawiają twarde warunki

    New York Knicks odnieśli triumf nad Boston Celtics, co w obecnych realiach NBA jest ogromnym osiągnięciem. Pokonanie ekipy z Bostonu wymaga niemal perfekcyjnej egzekucji planu gry i wygląda na to, że nowojorczycy znaleźli sposób na zatrzymanie zielonej maszyny. To zwycięstwo może być kluczowe dla układu tabeli i pewności siebie drużyny z Wielkiego Jabłka.

    Ciekawe jest to, jak ten wynik wpłynie na narrację w Konferencji Wschodniej. Do tej pory Celtics wydawali się być o krok przed resztą, ale niedzielny mecz pokazał, że rywalizacja jest bardziej otwarta, niż mogłoby się wydawać.

    Co nas czeka w poniedziałek?

    Ledwo ochłonęliśmy po niedzielnych emocjach, a już szykuje się nam napakowany akcją poniedziałek, 9 lutego 2026 roku. Terminarz wygląda naprawdę obiecująco, szczególnie dla fanów, którzy lubią oglądać gwiazdy w akcji.

    Oto najciekawsze zestawienia na najbliższą noc:

    • Sacramento Kings vs. New Orleans Pelicans (20:00)
    • Cleveland Cavaliers vs. Denver Nuggets (21:00)
    • Memphis Grizzlies vs. Golden State Warriors (22:00)
    • Oklahoma City Thunder vs. Los Angeles Lakers

    Szczególnie to starcie Cavaliers z Nuggets zapowiada się elektryzująco. Nikola Jokić kontra wysoka obrona Cavs? To będzie taktyczna uczta.

    Kto rzuci pierwszy?

    Analitycy już zacierają ręce, patrząc na poniedziałkowe mecze. Co ciekawe, w projekcjach dotyczących pierwszych punktów w meczu (tzw. first basket), na czele stawki wysuwają się giganci.

    Joel Embiid (15.8%), Nikola Jokić (15.1%) i Anthony Edwards (15.0%) to faworyci do otwarcia wyników w swoich spotkaniach.

    Warto też zerknąć na Ryana Rollinsa z Bucks, który pojawia się w analizach jako ciekawa opcja, choć z pewnością mniej oczywista niż wspomniane gwiazdy. Szykuje się kolejna noc, w której nie będzie czasu na sen.

    Źródła

  • Wielki powrót NBA do Telewizji Polskiej. Znamy plan transmisji i hity lutego

    Wielki powrót NBA do Telewizji Polskiej. Znamy plan transmisji i hity lutego

    Stało się to, na co wielu kibiców koszykówki w Polsce czekało latami. NBA wróciła do Telewizji Polskiej. I nie mówimy tu o jakichś powtórkach sprzed lat, ale o regularnych transmisjach na żywo z najlepszej ligi świata. Transmisje ruszyły już w styczniu 2026 roku, a pierwszym meczem, który mogliśmy zobaczyć, było starcie Memphis Grizzlies z Orlando Magic 15 stycznia.

    Co dokładnie obejmuje umowa?

    To chyba najważniejsze pytanie. Jak to wygląda w praktyce? TVP zapewniła sobie prawa do pokazywania dwóch meczów fazy zasadniczej w każdym tygodniu. To całkiem solidna dawka basketu dla kogoś, kto nie chce zarywać każdej nocy, ale lubi być na bieżąco.

    Ale to dopiero początek. Prawdziwe emocje zaczną się wiosną. Umowa gwarantuje bowiem transmisje z:

    • Wybranych meczów fazy play-in
    • Wybranych spotkań play-off
    • Jednej pełnej serii finałów konferencji
    • Wszystkich meczów wielkiego finału NBA

    To duża zmiana na rynku, bo przez ostatnie lata dostęp do NBA w otwartej telewizji był mocno ograniczony. Teraz wystarczy włączyć TVP Sport, wejść na stronę internetową lub odpalić aplikację mobilną.

    Luty pod znakiem hitów

    Patrząc na kalendarz transmisji, luty zapowiada się naprawdę gorąco. Szczególnie ciekawie wygląda najbliższy weekend. Już w nocy z soboty na niedzielę (czyli technicznie 8 lutego o 2:30) czeka nas absolutny klasyk: Los Angeles Lakers kontra Golden State Warriors. Pojedynki Stephena Curry'ego z LeBronem Jamesem to zawsze gwarancja emocji, niezależnie od aktualnej formy obu drużyn.

    Co jeszcze zobaczymy w lutym? Oto rozkład jazdy:

    • 8 lutego (niedziela, 18:30): New York Knicks – Boston Celtics (świetna pora dla europejskich kibiców!)
    • 12 lutego (czwartek, 1:30): New York Knicks – Philadelphia 76ers
    • 13 lutego (piątek, 4:00): Dallas Mavericks – Los Angeles Lakers
    • 22 lutego (niedziela, 2:30): Houston Rockets – New York Knicks
    • 22 lutego (niedziela, 21:30): Golden State Warriors – Denver Nuggets
    • 26 lutego (czwartek, 4:00): Denver Nuggets – Boston Celtics

    Powrót do korzeni

    Dla starszych kibiców powrót NBA do TVP ma też wymiar sentymentalny. Wielu z nas wychowało się na kultowym "Hej, hej, tu NBA!" i głosie Włodzimierza Szaranowicza. Choć czasy się zmieniły i sposób pokazywania sportu ewoluował, to dostępność meczów w telewizji publicznej może znów zbudować modę na koszykówkę w Polsce, podobnie jak miało to miejsce w latach 90.

    NBA wróciło na antenę Telewizji Polskiej. Począwszy od stycznia 2026 roku będziemy pokazywać dwa mecze fazy zasadniczej tygodniowo – czytamy w oficjalnym komunikacie stacji.

    Warto dodać, że oprócz samych meczów, stacja pokazuje też skróty i materiały wideo, więc jeśli prześpicie nocny mecz (co jest w pełni zrozumiałe), rano można szybko nadrobić zaległości, oglądając najciekawsze akcje.

    Źródła

  • NBA wkracza na parkiet w Śremie. Młodzi koszykarze przejmą halę Śremskiego Sportu

    NBA wkracza na parkiet w Śremie. Młodzi koszykarze przejmą halę Śremskiego Sportu

    Wielka koszykówka wkracza do Śremu i nie ma w tym ani grama przesady. Już w najbliższą niedzielę, 8 lutego 2026 roku, parkiet w hali Śremskiego Sportu zamieni się w arenę zmagań przyszłych gwiazd basketu. Turniej Jr. NBA Polska to coś więcej niż zwykłe zawody szkolne – to część globalnej machiny, która ma zaszczepić w dzieciakach miłość do tego sportu.

    Organizatorem całego zamieszania jest miejscowy klub Red Rims Basket Śrem. To właśnie dzięki nim, w ramach dywizji Zachód (czy też, trzymając się oficjalnej nomenklatury, Western Conference), zobaczymy młodych zawodników w akcji.

    Kto pojawi się na parkiecie?

    Start zaplanowano na godzinę 11:30. Na boisku zobaczymy dzieci w wieku od 7 do 13 lat, które na ten jeden dzień wcielą się w role zawodników najlepszej ligi świata. System jest prosty, ale genialny w swojej formule – lokalne drużyny przybierają barwy zespołów NBA. To sprawia, że rywalizacja nabiera zupełnie innego wymiaru dla tych młodych ludzi.

    Oprócz gospodarzy, czyli SBL RCS Red Rims Basket Śrem, do rywalizacji staną ekipy z całego regionu. Zobaczymy reprezentantów UKS SKM Nowa Sól, Szkoły Koszykówki Kangoo Basket, Enea Basket Poznań oraz KT Kosz Kalisz. Zapowiada się solidna dawka emocji, bo poziom szkolenia w tych ośrodkach stoi na naprawdę wysokim poziomie.

    Co ważne, wstęp na trybuny jest całkowicie bezpłatny. Można po prostu wejść, usiąść i kibicować.

    Więcej niż tylko rzucanie do kosza

    Organizatorzy zadbali o to, żeby nikt się nie nudził, nawet jeśli akurat trwa przerwa w meczu. Właściwie, to atrakcje towarzyszące mogą być równie ciekawe co same rozgrywki. Zaplanowano pokazy wsadów – oczywiście dostosowane do możliwości fizycznych uczestników, choć kto wie, może któryś z 13-latków nas zaskoczy?

    Ciekawym punktem programu będzie występ Pszczelarza Freestyle. Jeśli nigdy nie widzieliście freestyle'u koszykarskiego na żywo, to jest to swego rodzaju taniec z piłką. Co więcej, Pszczelarz nie tylko pokaże swoje triki, ale też poprowadzi warsztaty. Dzieciaki będą miały okazję nauczyć się kilku sztuczek, którymi później będą mogły pochwalić się na szkolnym boisku.

    Jr. NBA ma na celu rozwijanie pasji do gry w koszykówkę u chłopców i dziewcząt w wieku od 6 do 14 lat, ucząc ich podstaw tego sportu, jednocześnie wpajając podstawowe wartości, w tym pracę zespołową, szacunek i sportową rywalizację – czytamy w założeniach programu.

    I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Nie chodzi tylko o punkty i tabele.

    Edukacja przez sport

    Cała idea Jr. NBA opiera się na czymś więcej niż tylko wyłanianiu zwycięzców. To program nastawiony na edukację i wychowanie. Praca zespołowa, szacunek do rywala, zasady fair play – brzmi to może trochę górnolotnie, ale na parkiecie widać, że to działa.

    Wydarzenie potrwa do godziny 17:00. Będą quizy dla publiczności, konkursy i generalnie atmosfera, która ma przypominać to, co dzieje się za oceanem, tylko w nieco mniejszej skali. Miasto Śrem dorzuciło swoją cegiełkę, wspierając turniej dotacją, co pokazuje, że lokalny samorząd widzi potencjał w takich inicjatywach.

    Jeśli więc nie macie planów na niedzielę 8 lutego, warto zajrzeć do hali Śremskiego Sportu. Nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami koszykówki, energia tych młodych ludzi jest zazwyczaj zaraźliwa.

    Źródła

  • Jaylen Brown i jego zabójczy stepback. Celtics ogrywają Mavericks

    Jaylen Brown i jego zabójczy stepback. Celtics ogrywają Mavericks

    Jeśli oglądaliście mecz Boston Celtics z Dallas Mavericks 3 lutego 2026 roku, to wiecie, o czym mówię. Jaylen Brown wszedł na parkiet i postanowił, że obrońcy rywali będą mieli koszmary. Jego gra tego wieczoru? Absolutna poezja.

    Celtics wygrali 110-100, ale to styl, w jakim to zrobili, przyciągnął uwagę wszystkich.

    Taniec z obrońcami

    Największe wrażenie zrobiła powtarzalność Browna. To nie był jeden przypadkowy rzut. Jaylen seryjnie trafiał swoje firmowe "stepbacki", czyli rzuty z odskoku, które wyglądały tak płynnie, jakby ćwiczył je w pustej hali, a nie przeciwko zdeterminowanej obronie Mavs.

    Zaczął od rzutu z odskoku z niespełna 4 metrów (12 stóp). Potem poprawił z nieco dalszej odległości. Chwilę później? Kolejny stepback, tym razem z 14 stóp. Obrońcy Dallas po prostu nie mieli odpowiedzi.

    Co ciekawe, Brown nie ograniczył się tylko do półdystansu. W pewnym momencie odpalił stepback za trzy punkty z odległości prawie 8 metrów (26 stóp). Piłka wpadła do kosza, a ławka Celtics oszalała.

    Lider z krwi i kości

    Liczby z tego spotkania są imponujące. Brown zakończył mecz z dorobkiem 33 punktów i 11 zbiórek, będąc zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Ale statystyki to jedno, a kluczowe momenty to drugie.

    Pod koniec meczu, gdy Dallas próbowało jeszcze nawiązać walkę, Jaylen uspokoił grę kolejnym precyzyjnym rzutem z wyskoku (pullup jumper) z około 3 metrów. To był gwóźdź do trumny.

    To zwycięstwo jest dla Bostonu niezwykle ważne. Przedłużyli swoją serię wygranych do trzech meczów, co w tak wyrównanej lidze zawsze buduje morale. Patrząc na to, z jaką łatwością Brown kreował sobie pozycje rzutowe, fani Celtics mogą spać spokojnie. Jeśli utrzyma taką formę, obrona każdej drużyny w NBA będzie miała z nim spory problem.

    Źródła

  • NBA w Berlinie: Bracia Wagner dają show, a giganci walczą o MVP

    NBA w Berlinie: Bracia Wagner dają show, a giganci walczą o MVP

    Berlin na jedną noc zamienił się w europejską stolicę koszykówki, a kibice zgromadzeni w Uber Arena dostali dokładnie to, na co czekali. Orlando Magic pokonało Memphis Grizzlies 118-111 w pierwszym meczu serii NBA Global Games, ale suchy wynik nie oddaje atmosfery tego spotkania. To był wieczór należący do braci Wagner.

    Franz i Moritz zagrali jak natchnieni, prowadząc swój zespół do zwycięstwa, które było czymś więcej niż tylko kolejnym wpisem w tabeli. Dla fanów w Niemczech to dowód na to, że ich rodacy nie są tylko statystami w najlepszej lidze świata, ale realną siłą napędową drużyny walczącej o play-offy.

    Powrót do domu w wielkim stylu

    Oglądając ten mecz, można było odnieść wrażenie, że Orlando Magic to lokalny zespół z Berlina. Franz Wagner wyrósł na absolutnie kluczowego gracza obwodowego, który łączy świetną defensywę ze skutecznością w ataku. Z kolei Moritz wchodzi z ławki i robi to, co potrafi najlepiej – wnosi mnóstwo energii, walczy o każdą piłkę i irytuje rywali swoją nieustępliwością.

    W starciu z Grizzlies ten schemat zadziałał idealnie. Magic musieli odrabiać straty, ale dzięki energii Wagnerów i świetnej dyspozycji Paolo Banchero, zdołali odwrócić losy spotkania. Jedynym minusem tego widowiska była nieobecność gwiazdora Memphis.

    Remove attribution to Adam Silver or rephrase as general disappointment (e.g., "Nieobecność Ja Moranta z powodu urazu łydki rozczarowała kibiców na całym świecie.").

    Mimo braku lidera Grizzlies, emocji nie brakowało, a końcówka należała do ekipy z Florydy.

    Wyścig gigantów nabiera tempa

    Podczas gdy oczy Europy były zwrócone na Berlin, za oceanem trwa bezlitosna walka o nagrodę MVP i rozstawienie przed play-offami. Sytuacja zmienia się dynamicznie, ale trzech graczy wydaje się być o krok przed resztą stawki.

    Nikola Jokić w barwach Denver Nuggets po prostu robi swoje. Kolejne mecze z triple-double albo blisko nich stały się dla niego codziennością. Kiedy Serb jest na parkiecie, ofensywa Denver wygląda na nie do zatrzymania. To fascynujące, jak ten człowiek potrafi zdominować mecz, niemal nie odrywając stóp od ziemi.

    Z drugiej strony mamy Lukę Doncicia. Słoweniec działa w Dallas jak jednoosobowa armia. Jego statystyki są kosmiczne, a odpowiedzialność, jaką bierze na swoje barki, jest wręcz niewyobrażalna. Rywale podwajają go, stosują pułapki, a on i tak znajduje sposób, by zdobyć punkty lub obsłużyć kolegów idealnym podaniem.

    No i jest jeszcze Jayson Tatum. Lider Boston Celtics gra może nieco mniej spektakularnie pod względem cyferek niż ta dwójka, ale jego wpływ na wygrywanie jest niepodważalny. Celtics to obecnie najlepiej naoliwiona maszyna w lidze, a Tatum jest jej silnikiem, zwłaszcza w kluczowych momentach spotkań.

    Tabela nie kłamie

    Patrząc na obecny układ sił, widać wyraźny podział. Na szczycie mamy kilka potęg, które zbudowały sobie bezpieczną przewagę, ale w środku stawki panuje niesamowity ścisk. Orlando Magic, dzięki takim wygranym jak ta w Berlinie, coraz śmielej puka do czołówki Wschodu.

    Sytuacja w tabeli wygląda mniej więcej tak:

    • Boston Celtics i Denver Nuggets: Pewniacy walczący o przewagę parkietu.
    • Orlando Magic: Zespół wznoszący, który chce uniknąć turnieju play-in.
    • Dallas Mavericks: Groźni dla każdego, ale wciąż szukający stabilizacji w defensywie.

    Co ciekawe, walka o uniknięcie turnieju play-in sprawia, że każdy mecz w lutym i marcu ma wagę złota. Trenerzy nie mogą sobie pozwolić na luźniejsze podejście, bo jedna gorsza seria może zepchnąć drużynę z pewnego szóstego miejsca prosto w otchłań walki o przetrwanie.

    Co dalej z Magic?

    Dla Orlando zwycięstwo w Berlinie to potężny zastrzyk morale. Trenerzy chwalą braci Wagner nie tylko za punkty, ale za mentalność zwycięzców, którą zarażają resztę szatni. To już nie jest drużyna tankująca po wysokie wybory w drafcie. To ekipa, która wierzy, że może namieszać w kwietniu.

    Dla nas, kibiców, to świetna wiadomość. NBA staje się coraz bardziej globalna, a mecze takie jak ten w Uber Arena pokazują, że granica między koszykówką amerykańską a europejską zaciera się coraz bardziej. Franz i Moritz Wagner są tego najlepszym dowodem.

    Źródła