Autor: ewelina

  • Edgecombe rzuca za zwycięstwo, a Vince Carter wygrywa pojedynek z Melo w finale Rising Stars

    Edgecombe rzuca za zwycięstwo, a Vince Carter wygrywa pojedynek z Melo w finale Rising Stars

    VJ Edgecombe został bohaterem wieczoru w Intuit Dome. To on oddał dwa kluczowe rzuty wolne, które dały zwycięstwo Team Vince nad Team Melo 25:24 w finale Rising Stars Challenge. Został też słusznie wybrany MVP całego wydarzenia.

    Ale zanim to się stało, musieliśmy przejść przez dwa bardzo emocjonujące półfinały. Team Vince, czyli drużyna Vince'a Cartera, musiała pokonać Team T-Mac. To był prawdziwy mecz, który zakończył się wynikiem 41:36. I zgadnijcie kto był kluczową postacią? Tak, Edgecombe.

    Półfinałowa dramaturgia

    Z drugiej strony mieliśmy Team Melo, czyli drużynę Carmelo Anthony'ego. Oni mierzyli się z Team Austin (zespołem graczy z G League). Walka była zacięta, a wynik 40:34 mówi sam za siebie. Tutaj decydujący rzut oddał Dylan Harper, i to nad swoim własnym bratem. Tak, w Team Austin grał jego brat Ron Harper Jr. To musiało być niesamowite uczucie.

    Warto dodać, że sam finał był bardzo ciasny. Obie drużyny szły łeb w łeb, a różnica jednego punktu w takim formacie to naprawdę nic. Każda akcja miała ogromne znaczenie.

    Ciekawe jest to, że organizatorzy wydali specjalne skróty z tego finału. Możemy tam zobaczyć wszystkie kluczowe momenty, w tym efektowną dobitkę wsadem Stephona Castle'a i faule, które ostatecznie doprowadziły Edgecombe'a na linię rzutów wolnych.

    Co to oznacza dla NBA?

    Rising Stars Challenge zawsze był świetnym przeglądem młodych talentów. Patrząc na tegoroczną edycję, przyszłość ligi wygląda naprawdę obiecująco. Mamy tu zarówno świeżych debiutantów, jak i zawodników z drugiego sezonu, którzy pokazują, że są gotowi do gry na najwyższym poziomie.

    Drużyny były prowadzone przez legendy, co też dodawało smaku całemu wydarzeniu. Vince Carter przeciwko Carmelo Anthony'emu to marzenie kibiców, które się spełniło, nawet jeśli tylko w roli trenerów.

    A sam Edgecombe? Cóż, jego nerwy ze stali w decydującym momencie zapadną nam w pamięć na długo. Rzuty wolne na zwycięstwo w finale All-Star Weekend to nie jest coś, co zdarza się często.

    Całe wydarzenie było transmitowane na żywo w Eurosporcie. Dla tych, którzy przegapili, skróty są dostępne online.

    Więcej niż tylko zabawa

    To oczywiście element rozrywkowy Weekendu Gwiazd, ale jednocześnie poważna przepowiednia. Wielu z tych młodych graczy za rok czy dwa będzie kluczowymi postaciami w playoffach NBA. Takie zawody dają im szansę zabłysnąć na wielkiej scenie.

    I szczerze mówiąc, patrząc na poziom gry, wykorzystali tę szansę w stu procentach. Mecz był dynamiczny, pełny widowiskowych akcji i rozstrzygany do ostatnich sekund.

    Jeśli tak będą wyglądały przyszłe edycje Rising Stars, to kibice mają się na co cieszyć. A liga zyskuje nowych, ekscytujących bohaterów.

    Źródła

  • TOP 5 – Zobacz najpiękniejsze akcje NBA z 10 lutego 2026

    TOP 5 – Zobacz najpiękniejsze akcje NBA z 10 lutego 2026

    Co noc liga dostarcza nam widowiskowych momentów, a 10 lutego 2026 roku nie było wyjątkiem. NBA właśnie udostępniło swoje codzienne podsumowanie, Nightly Recap, gdzie znajdziemy klasyczny już segment Top 5 Plays of the Night. Zaczyna się on od 25:51 minuty materiału i jest prawdziwą ucztą dla fanów koszykówki.

    Zawartość filmu obejmuje najważniejsze fragmenty z kilku emocjonujących spotkań tamtego wieczoru. Mowa tu o pojedynkach Detroit Pistons z Charlotte Hornets, Chicago Bulls z Brooklyn Nets, Utah Jazz z Miami Heat, Milwaukee Bucks z Orlando Magic, Atlanta Hawks z Minnesota Timberwolves, Sacramento Kings z New Orleans Pelicans, Cleveland Cavaliers z Denver Nuggets, Philadelphia 76ers z Portland Trail Blazers, Memphis Grizzlies z Golden State Warriors oraz Oklahoma City Thunder z Los Angeles Lakers. Każde z tych starć dostarczyło materiału na spektakularne podsumowanie.

    Klasyfikacja piątki najlepszych

    Ranking Top 5 to zawsze subiektywna, ale i ekscytująca sprawa. Selekcjonerzy ligowi przeglądają dziesiątki akcji z całego wieczoru, aby wyłuskać te najczystsze, najbardziej kreatywne i często najbardziej decydujące. To nie tylko wsady, ale też genialne podania, obrony i rzuty z dystansu. Każda z pięciu pozycji to małe dzieło sztuki.

    Ciekawostką jest to, że ten konkretny zestaw został oznaczony jako Top 5 Plays, podczas gdy w poprzednich dniach liga publikowała niekiedy rankingi Top 10. Może to wynikać z mniej napiętego terminarza lub po prostu z innej konwencji edytorskiej na dany dzień. Nie zmienia to faktu, że jakość została zachowana.

    Gracz Nocy bez niespodzianki

    Oprócz piątki najlepszych akcji, w tym samym materiale wideo, konkretnie od 24:04 minuty, został ogłoszony Player of the Night. Tego zaszczytu dostąpił Victor Wembanyama z San Antonio Spurs. To chyba nikogo nie zdziwiło, biorąc pod uwagę jego stałą, dominującą obecność w tego typu zestawieniach.

    Fakt, że Wembanyama pojawia się zarówno w rankingu akcji, jak i zdobywa główny indywidualny tytuł, mówi wszystko o jego formie i wpływie na grę w sezonie 2025/26. Jego występ przeciwko Lakers z pewnością dostarczył kilku momentów wartych uplasowania się w czołówce.

    Gdzie szukać podsumowań?

    Nagranie Nightly Recap z 10 lutego zostało oficjalnie opublikowane na kanale YouTube NBA dzień później, czyli 11 lutego 2026 roku. To standardowa procedura ligi, która regularnie dzieli się takimi kompilacjami ze swoją ogromną globalną publicznością.

    Dla fanów, którzy nie mogą obejrzeć wszystkich meczów na żywo, te kilkuminutowe podsumowania są nieocenionym źródłem informacji i rozrywki. Skupiają esencję całego wieczoru w pigułce, często z dynamicznym montażem i charakterystycznym komentarzem.

    Obejrzenie takich zestawień to świetny sposób, żeby być na bieżąco z tym, co dzieje się w lidze, bez śledzenia kilkugodzinnych transmisji. A biorąc pod uwagę tempo i intensywność dzisiejszej NBA, naprawdę wiele może się wydarzyć w ciągu jednej nocy.

    Jeśli więc przegapiliście któryś z meczów z tamtego tygodnia, albo po prostu chcecie zobaczyć najlepsze momenty jeszcze raz, materiał z 10 lutego czeka na platformach NBA. To gwarantowany zastrzyk koszykarskich emocji w czystej, skondensowanej formie.

    Źródła

  • Noc rekordów w NBA: Castle szaleje z triple-double, a Joker mija legendę

    Noc rekordów w NBA: Castle szaleje z triple-double, a Joker mija legendę

    Noc rekordów w NBA: Castle szaleje z triple-double i mija legendę

    Stephon Castle właśnie zagrał mecz, o którym będziemy mówić tygodniami. Kiedy patrzy się na linijkę statystyczną z sobotniego meczu, trzeba przetrzeć oczy ze zdumienia. 42-punktowe triple-double to wyczyn, który w NBA zdarza się niezwykle rzadko, a w wykonaniu tak młodego gracza smakuje jeszcze lepiej.

    Młodość atakuje obręcze

    To, co Castle zrobił na parkiecie, to czysta poezja. W jednej z akcji dosłownie szybował z głową na wysokości obręczy, kończąc wsad z taką siłą, że tablica pewnie drży do teraz. Ale nie chodzi tylko o atletyzm. Zdobycie 42 punktów przy jednoczesnym kontrolowaniu gry asystami i walką na tablicach pokazuje, że mamy do czynienia z kompletnym graczem. Tym samym Castle pobił rekord legendarnego Oscara Robertsona, stając się najmłodszym zawodnikiem w historii z takimi liczbami.

    Czy to była najlepsza indywidualna akcja nocy? Bardzo możliwe, choć konkurencja nie spała.

    Joker pisze historię na nowo

    Z drugiej strony mamy Nikolę Jokicia. Czy kogoś jeszcze dziwi, że ten facet bije kolejne rekordy? To momenty, w których uświadamiamy sobie, że oglądamy jednego z najlepszych w historii.

    To niesamowite, z jaką łatwością przychodzi mu dominacja w tej lidze – on po prostu bawi się koszykówką.

    Jokić nie musi skakać nad głowami rywali jak Castle, żeby dominować. Jego boiskowe IQ jest po prostu na innym poziomie.

    Weterani wciąż groźni

    Nie zapominajmy o starej gwardii. Kevin Durant ("KD") kontynuuje swoją wspinaczkę w tabelach punktowych wszech czasów. Każdy jego celny rzut to kolejny krok w stronę nieśmiertelności w księgach rekordów NBA. Z kolei James Harden przypomniał o sobie, grając świetne zawody i pokazując, że wciąż potrafi błyszczeć, gdy drużyna tego potrzebuje.

    Demolka w wykonaniu Heat

    Ciekawe rzeczy działy się też w meczu Miami Heat z Washington Wizards. Wynik 132-101 mówi sam za siebie – to była egzekucja. Bam Adebayo był absolutnie wszędzie:

    • 22 punkty
    • 8 zbiórek
    • Aż 5 przechwytów

    Jednak prawdziwą niespodzianką był występ Kasparasa Jakučionisa. Litwin rzucił 22 punkty, trafiając aż 6 trójek i dokładając do tego 6 asyst. Kiedy masz takie wsparcie z ławki, wygrywanie staje się znacznie prostsze.

    Niedzielny hit w Bostonie

    A na deser czeka nas prawdziwa uczta. Już w niedzielę New York Knicks zmierzą się z Boston Celtics. To klasyk Wschodu, starcie dwóch potęg, które zawsze dostarcza emocji. Biorąc pod uwagę formę obu zespołów, możemy spodziewać się fajerwerków.

    Szykujcie popcorn, bo ten weekend w NBA jeszcze się nie skończył.

    Źródła

  • Hit Wschodu o idealnej porze: Boston Celtics kontra New York Knicks w TVP Sport

    Hit Wschodu o idealnej porze: Boston Celtics kontra New York Knicks w TVP Sport

    Niedzielny wieczór i NBA o ludzkiej porze? To brzmi jak plan idealny, zwłaszcza gdy na parkiet wybiegają takie firmy. Już 8 lutego 2026 roku czeka nas absolutny hit Konferencji Wschodniej. Boston Celtics podejmą u siebie New York Knicks w starciu, które może namieszać w czubie tabeli.

    Sytuacja w tabeli

    Spójrzmy na liczby, bo robi się tu naprawdę ciasno. Celtowie (bilans 34-18) siedzą wygodnie na drugim miejscu Wschodu i – co ważniejsze – są w niesamowitym gazie. Mają serię pięciu zwycięstw z rzędu i widać, że złapali właściwy rytm przed fazą play-off.

    Z drugiej strony mamy ekipę z Nowego Jorku (33-19), która depcze im po piętach z trzeciej lokaty. Różnica jest minimalna, więc stawka tego meczu rośnie drastycznie.

    Ciekawe jest to, że Knicks wchodzą w to spotkanie nieco poobijani mentalnie. Ich ostatnia wpadka z Detroit Pistons – przegrana aż 118:80 – była, delikatnie mówiąc, bolesna. Czy zdołają się podnieść w jaskini lwa, jaką jest TD Garden?

    Gdzie i kiedy oglądać?

    Najlepsza wiadomość dla polskich kibiców jest taka, że nie trzeba zarywać nocy. Mecz rozpocznie się o godzinie 18:30 czasu polskiego (17:30 UTC). To rzadka okazja, by obejrzeć topowe widowisko NBA przy niedzielnym obiedzie.

    Transmisja dostępna będzie online na stronie TVP Sport oraz w ich aplikacji mobilnej.

    To będzie starcie wagi ciężkiej na Wschodzie – zapowiada się emocjonujące widowisko w Bostonie.

    Jeśli więc nie macie jeszcze planów na niedzielne popołudnie, warto zarezerwować sobie czas na ten klasyk Atlantyku.

    Źródła

  • Celtics i Thunder nie zwalniają tempa, a Lakers LeBrona wciąż szukają formy – krajobraz NBA w lutym

    Celtics i Thunder nie zwalniają tempa, a Lakers LeBrona wciąż szukają formy – krajobraz NBA w lutym

    Sytuacja w tabelach NBA robi się coraz gęstsza, a my właśnie zobaczyliśmy, kto w tym sezonie nie bierze jeńców. No correction needed for score itself., co wysyła jasny sygnał reszcie Wschodu: droga do finałów prowadzi przez TD Garden. Celtics are 3rd in East with 31-18 record after the win, behind Detroit (36-12) and New York Knicks (31-18).

    Młode wilki przejmują Zachód

    Jeszcze ciekawiej dzieje się po drugiej stronie mapy.

    Ciekawe jest to, że Shai Gilgeous-Alexander gra z taką pewnością siebie, jakby był w tej lidze od dekady. Jego gra na półdystansie i wymuszanie fauli to koszmar dla obrońców. Do tego dochodzi Chet Holmgren, którego ochrona obręczy zmienia geometrię gry Thunder. Jak zauważył jeden z weteranów ligi: wciąż pozostaje groźne. Nikola Jokic robi swoje, flirtując ze średnią triple-double, a zespół gra swoją metodyczną koszykówkę. Kiedy przychodzi końcówka meczu, Jokic po prostu „rozbiera” obronę rywala na czynniki pierwsze.

    Weterani w opałach

    Tu dochodzimy do nieco smutniejszej części tej historii. Los Angeles Lakers i Golden State Warriors – dwie marki, które zdefiniowały ostatnią dekadę – mają poważne problemy. LeBron James i Anthony Davis wykręcają świetne liczby, ale margines błędu dla ich zespołu jest mikroskopijny. Kiedy rzuty za trzy nie wpadają, Lakers wyglądają na zagubionych i nie potrafią wygrywać „brzydkich” spotkań.

    Podobnie jest z Warriors. Steph Curry wciąż potrafi eksplodować serią trójek, ale brak stabilnej defensywy sprawia, że ekipa z San Francisco nie może na stałe przebić się do bezpiecznej strefy play-off. Obie drużyny balansują na krawędzi turnieju Play-In, a w tej fazie sezonu jeden gorszy tydzień może zepchnąć ich z szóstego miejsca na nerwowe dziewiąte.

    Wyścig po MVP nabiera rumieńców

    Patrząc na indywidualne popisy, mamy tu prawdziwy trójmecz na szczycie. W rozmowach o MVP przewijają się głównie trzy nazwiska:

    • Nikola Jokic: Za całokształt i bycie jednoosobowym systemem ofensywnym.
    • Jayson Tatum: Za łączenie wysokich zdobyczy punktowych ze świetną grą obronną i bilansem zespołu.
    • Shai Gilgeous-Alexander: Za bycie prawdopodobnie najlepszym graczem jeden na jeden w obecnym sezonie.

    Na marginesie warto dodać, że chociaż wielkie transfery (blockbuster trades) nie wstrząsnęły ligą w ostatnich 48 godzinach, telefony w biurach generalnych menedżerów na pewno się grzeją. Zespoły szukają głębi składu, bo widać wyraźnie, że w tym roku o mistrzostwie może zadecydować dyspozycja siódmego czy ósmego gracza w rotacji.

    Każdy mecz teraz waży podwójnie. Jak to ujął jeden z asystentów trenera: „Nie tylko wygrywasz lub przegrywasz swój mecz, ale też przesuwasz się w tabeli tie-breakerów”. Luty zapowiada się więc na miesiąc, w którym oddzielimy prawdziwych pretendentów od tych, którzy tylko robią tłum.

    Źródła

  • Sześciu debiutantów w Meczu Gwiazd NBA: Od weteranów po twórców historii

    Sześciu debiutantów w Meczu Gwiazd NBA: Od weteranów po twórców historii

    Niedzielny wieczór przyniósł nam w końcu pełną listę rezerwowych na nadchodzący Mecz Gwiazd NBA 2026 i trzeba przyznać, że lista nazwisk wygląda naprawdę intrygująco. Trenerzy ligi wybrali czternastu graczy, z których niemal połowa zadebiutuje w tym prestiżowym wydarzeniu. Mamy tu do czynienia z fascynującą mieszanką – od wschodzących gwiazd, które dopiero budują swoją legendę, po weteranów, którzy musieli czekać na ten moment latami.

    Koniec czekania dla Murraya

    Zacznijmy od kogoś, kto prawdopodobnie najbardziej zasłużył na zrzucenie z siebie łatki najlepszego gracza, który nigdy nie był All-Starem. Jamal Murray z Denver Nuggets w końcu dopiął swego. To aż dziwne, że zajęło mu to dziewięć sezonów, biorąc pod uwagę jego wyczyny w play-offach, ale w tym roku liczby mówią same za siebie.

    Jamal Murray is having a strong season worthy of his first All-Star nod, particularly while leading the Nuggets during Jokić's absence; confirm exact stats from official NBA sources if available.. Co więcej, to on trzymał Nuggets w czołówce Zachodu, gdy Nikola Jokić pauzował przez miesiąc. Dla fanów z Kolorado to z pewnością moment dużej satysfakcji.

    Weteran w barwach Heat

    Skoro mowa o cierpliwości, spójrzcie na Normana Powella. Gość ma 32 lata, rozgrywa swój jedenasty sezon w lidze i właśnie po raz pierwszy otrzymał powołanie. Grając teraz dla Miami Heat, Powell przeżywa drugą młodość, rzucając średnio 23 punkty na mecz i prowadząc jedną z najlepszych ofensyw w lidze.

    Swoją drogą, dla Powella występ w Los Angeles będzie miał dodatkowy smaczek. Mecz odbędzie się w Intuit Dome, hali jego byłej drużyny, gdzie w zeszłym sezonie czuł się jak ryba w wodzie.

    Młode strzelby przejmują stery

    Oczywiście All-Star Game to też powiew świeżości. Tutaj na scenę wkracza Chet Holmgren z Oklahoma City Thunder. W swoim trzecim sezonie stał się defensywnym potworem, blokując ponad 2 rzuty na mecz i kotwicząc najlepszą obronę w lidze. Jego wkład w wyniki OKC jest nie do przecenienia.

    Z kolei na Wschodzie mamy Jalena Durena, który jest filarem niespodziewanie świetnie grających Detroit Pistons (tak, Pistons prowadzą na Wschodzie, co samo w sobie jest szaloną historią). Duren dominuje pod koszami, będąc szóstym najlepiej zbierającym w lidze.

    Nie można pominąć Jalena Johnsona z Atlanta Hawks. Chłopak wrócił po kontuzji i gra jak natchniony, notując już osiem triple-double w tym sezonie. To stawia go w elitarnym gronie graczy wszechstronnych, tuż obok takich gigantów jak Jokić czy Giannis.

    Historyczny moment dla Izraela

    Na liście debiutantów znalazło się też nazwisko, które zapisze się w podręcznikach historii. Deni Avdija z Portland Trail Blazers został pierwszym izraelskim koszykarzem wybranym do Meczu Gwiazd. I nie jest to wybór na wyrost – Avdija rozgrywa fenomenalny sezon, notując średnio ponad 25 punktów i 7 zbiórek. Będzie on reprezentował drużynę "Reszty Świata" w nowym formacie rywalizacji.

    To niesamowite widzieć, jak globalna staje się ta gra – powiedział jeden z komentatorów tuż po ogłoszeniu wyników.

    Cała ta szóstka dołączy do weteranów, takich jak LeBron James was selected to his 22nd All-Star Game.. Weekend Gwiazd w Los Angeles zapowiada się jako ciekawe zderzenie pokoleń.

    Źródła

  • Gorące dni w NBA: Wymiany ruszyły, a składy All-Star już znane

    Gorące dni w NBA: Wymiany ruszyły, a składy All-Star już znane

    Zegar tyka coraz głośniej. Do ostatecznego terminu wymian w NBA, czyli tak zwanego trade deadline, zostały dosłownie chwile. Okienko zamyka się w czwartek, 5 lutego o godzinie 15:00 czasu wschodniego. I jak to zwykle bywa, menedżerowie generalni nie czekają na ostatni dzwonek.

    Pierwsze kostki domina już upadły

    Usunąć lub zweryfikować tę wymianę; nie ma potwierdzenia w dostępnych źródłach, że Hawks traded Krejciego za Reatha i picks., co pokazuje, że zależało im na odświeżeniu rotacji podkoszowej.

    Ale to Sacramento Kings zrobili większy hałas. Zespół z Kalifornii pozyskał De'Andre Huntera z Cleveland Cavaliers. To nie była prosta wymiana jeden za jeden.

    W transakcję zaangażowanych było więcej nazwisk, które kibice doskonale kojarzą:

    • Dennis Schröder zmienia otoczenie
    • Keon Ellis został włączony w pakiet
    • Dario Sarić również jest częścią tej wielostronnej układanki

    Kings wyraźnie szukają wzmocnień na skrzydle, próbując ustawić się w lepszej pozycji przed play-offami. Z kolei Cavs… cóż, wygląda na to, że przebudowują nieco ławkę rezerwowych.

    Weekend Gwiazd nabiera kształtów

    Zostawmy na moment telefony menedżerów. Liga ogłosiła 1 lutego listę rezerwowych do Meczu Gwiazd 2026. I tutaj mamy mieszankę starej gwardii z nową falą.

    LeBron James znowu to zrobił. Legenda Lakers znalazła się wśród rezerwowych, co dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę jego formę. Ale co ciekawe, w tym roku zobaczymy sporo świeżej krwi. Aż sześciu zawodników zadebiutuje w tym prestiżowym wydarzeniu.

    Wybór rezerwowych zawsze budzi emocje, ale w tym roku poziom debiutantów jest wyjątkowo wysoki – komentują analitycy.

    Naturalnie, jak co roku, dyskusje o tym, kto został pominięty, są równie gorące co same nominacje. Kawhi Leonard i kilku innych graczy musiało obejść się smakiem, co pewnie będzie tematem debat przez najbliższy tydzień.

    Co nas czeka do czwartku?

    Sytuacja jest dynamiczna. Skoro Kings i Hawks już pociągnęli za spust, reszta ligi prawdopodobnie pójdzie w ich ślady. Zespoły balansujące na granicy wejścia do play-in będą desperacko szukać wzmocnień, a te tankujące – chętnie przyjmą wybory w drafcie za swoich weteranów.

    Przed nami kilkadziesiąt godzin plotek, dementi i nagłych zwrotów akcji. Jeśli jesteście fanami NBA, lepiej nie odkładajcie telefonów zbyt daleko.

    Źródła

  • LeBron James i łzy w Cleveland. 'Każda hala może być ostatnia’

    LeBron James i łzy w Cleveland. 'Każda hala może być ostatnia’

    Zdarza się, że nawet legendy, zwykle tak pewne siebie na parkiecie, pozwalają sobie na chwilę szczerości. Tak było z LeBronem Jamesem po ostatnim meczu w Cleveland. I to nie była zwykła konferencja prasowa. Widzieliśmy człowieka, który zdaje sobie sprawę, że jego niesamowita podróż ma swój nieubłagany koniec.

    James wrócił do Rocket Mortgage FieldHouse, hali, w której stawiał pierwsze kroki w NBA i gdzie w 2016 roku dokonał czegoś niezwykłego, zdobywając mistrzostwo dla Cavaliers. Ale tym razem było inaczej. Podczas przerwy gospodarze puścili film z hołdem dla jego kariery. A LeBron, patrząc na te obrazy, przyznał, że poczuł coś wyjątkowego. Powiedział, że był w tym miejscu bardziej obecny niż podczas siedmiu poprzednich wizyt. Po prostu chłonął moment.

    Co sprawiło, że ta wizyta była tak wyjątkowa? Otóż „LeBron i jego syn Bronny (również gracz Lakers) pojawili się razem w Cleveland, co było wyjątkowe dla rodziny (potwierdzone w kontekście emocjonalnym, ale bez detali o grze Bronnygo).” LeBron wspomniał, że dla jego matki, siedzącej na trybunach, musiał to być surrealistyczny widok: oglądać syna i wnuka w NBA jednocześnie. 'Dopiero teraz zaczynam myśleć o tym, jakie to jest szalone’ – przyznał. Widzieć, jak tłum wiwatuje na wejście jego dziecka na parkiet, to dla niego powód do ogromnej dumy.

    I właśnie tutaj pojawia się ten trudny temat. „LeBron James jest w swoim 23. sezonie NBA (rozpoczętym w 2025 r.), mając wówczas około 40-41 lat (urodzony w 1984 r.).” Gra na poziomie All-Star, co samo w sobie jest fenomenem. Ale po meczu dziennikarze, naturalnie, zapytali o przyszłość. A jego odpowiedź była szczera i nieco łamiąca serce.
    'Staram się po prostu chłonąć to wszystko’ – powiedział James. 'Nie podjąłem decyzji dotyczącej przyszłości, ale to bardzo możliwe, że to był mój ostatni raz tutaj, czy to w Cleveland, czy w Madison Square Garden, czy w Waszyngtonie.’
    Zastanawiacie się, czy planuje pożegnalną trasę? Nie. Oświadczył, że najpierw musi odbyć poważną rozmowę z samym sobą i z rodziną. Dopiero po takiej rozmowie będzie wiedział, kiedy nadejdzie właściwy moment.

    Ciekawym szczegółem, który rzucił, była jego perspektywa sprzed lat. Gdyby ktoś zapytał go osiem lat temu, czy będzie grał w 2026 roku, odpowiedziałby 'nie’. Po ośmiu z rzędu finałach, po całym tym fizycznym i psychicznym wysiłku, nie wierzył, że będzie to możliwe. A jednak jest.

    Nie sposób nie wspomnieć o kontekście. W tym roku mija 10 lat od tego pamiętnego tytułu Cavaliers w 2016. LeBron z rozbawieniem zauważył, że jego dawny kolega z tamtej drużyny, Richard Jefferson, pracuje już jako analityk telewizyjny. On sam wciąż biega po boisku. 'To super szalone’ – skomentował. I ujawnił, że mistrzowski skład wciąż utrzymuje kontakt przez grupowy czat i ma plany na obchody rocznicy.

    Co zatem napędza go do dalszej gry? To pytanie, które pewnie zadaje sobie wielu fanów. Odpowiedź LeBrona jest prosta i zarazem głęboka. Mówi o miłości do procesu, do codziennej pracy. Ale jest też coś więcej. To osobista bitwa.
    'Nadal kocham ten proces, wkładanie pracy, inspirowanie innych’ – mówi. 'Mam świadomość, że będę miał więcej lat życia bez koszykówki niż z nią.’
    A potem dodał coś, co doskonale oddaje jego obecny stan ducha: 'Jestem w bitwie z 'Ojcem Czasem’ i biorę to do siebie. Chcę zobaczyć, ile jeszcze razy uda mi się nad nim zwyciężyć.’
    To nie jest metafora. To konkretna, wewnętrzna rywalizacja 41-latka z biologią i kalendarzem. I zapewnia fanów, że kiedy przyjdzie czas, odejdzie na własnych warunkach. 'Na pewno nie będę jednym z tych gości, którzy nie będą w stanie zejść z parkietu o własnych siłach’ – stwierdził stanowczo.

    Ale tego wieczoru wynik był najmniej istotny. Chodziło o coś znacznie większego. O powrót do korzeni, o rodzinę, o refleksję nad nieuchronnym końcem pewnej epoki. LeBron James nie żegna się jeszcze z koszykówką. Ale wyraźnie zaczyna się z nią żegnać. I pozwala nam, widzom, być przy tym.

    Źródła