Miłość do basketu.

Strona główna Fora NBA Dyskusje, pogaduchy Miłość do basketu.

Wyświetlanie 15 wpisów – od 1 do 15 (z 16 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • #406
    Swider
    Uczestnik

    Zastanawiałem się czy tego topica nie umieścić w dziale Off Topic ale stwierdziłem, że tutaj może będzie bardziej widoczny i może dowiemy sie jakis waszych ciekawych historii a gdy moderator uzna, że tutaj ten tematy nie pasuje to niech wtedy przeniesie,ale dobra do rzeczy:P Chciałbym abyście się w tym opowiadali o tym od czego zaczęła się wasza przygoda z basketem,kto was tym zaraził, dzięki czemu pokochaliście koszykówkę i kiedy to było, jako,iz założyłem ten temat to dam przykład;)

    Moja przygoda z basketem i od razu z NBA zaczęła się w wieku 6 lat.Biorąc pod uwage, że mam niespełna 20 to sporą część mojego życia basket już zajmuje. Miłość do koszykówki zawdzięczam…UWAGA!… Mojej ciotce:P Która to w tym okresie była wielką fanka koszykówki z za Oceanu kiedy ta leciała jeszcze w tv publicznej. A dokładnie mówiąc zaczęło się to tak, ze pewnego razu wbiegając jako mały chłopak do pokoju zobaczyłem, że ciotka ogląda coś w tv. Ciekawski byłem więc od razu dowiedziałem się co to o co chodzi i takie tam podstawi i pamiętam,iż był to mecz Phoenix Suns niestety nie pamietam z kim,lecz pierwszym koszykarzem jakiego zobaczyłem był Kevin Johnson no i tak moja miłość do Suns się zaczęła, zresztą tak samo jak do KJ’a no i do basketu:) Ahh jaka była moja radość jak „Penny” dołączał do słońc w kolejnych latach:P Od małego zarywałem nocki dla NBA i nawet gdy chodziłem do podstawówki oglądałem finały Utah-Chicago i starcia robaka z Malone’m a weekendy gwiazd było czymś na co czekałem przez długie miesiące:p W pamięci utkwiło mi też kilka meczów z dzieciństwa np. jednym z nich był pojedynek Utah z Suns kiedy to Malone w ostatnich sekundach przestrzelił dwa osobiste który miały dać wygraną Jazz. Pamiętam też mecz pomiędzy Magic a Heat kiedy to Voshon Lenard trafił buzzerbeatera z połowy prawie dając zwycięstwo heat:p Zbierałem też wszystkie praktycznie Pro Baskety i Magic Basketballe a że czytać jeszcze nie umiałem, to moja ciotka miała przerąbane,swoją drogą teraz mam póki co wszystki MVP i super, że wreszcie ktoś poniekąd reaktywował pismo w języku Polskim o baskecie. Co ciekawe jak dopiero zaczynałem uczyc się pisac,błedy popełniałem w najprostszych wyrazach,lecz w słowach związanych z NBA takimi Phoenix,czy Ainge nie myliłem się:p Piszę o tym bo ostatnio znalazłem kartkę która do ciotki wysyłałem tylko po to żeby spytac czy słyszała ze Ainge odchodzi z Phoenix i tak mi sie przypomniało:P No i ogólnie to chyba byłoby na tyle,koszkówkę kocham do dziś i pewnie jeszcze setki nocy zarwę dla tego sportu no ale czego się nie robi dla jedyne miłości.Czekam na wasze historie;)

    #3312
    Anonimowy
    Gość

    Ja podajże zaraziłem się NBA jak kumpel załatwił grę NBA live 2000. Wtedy mnie ta gra wciągnęła, a jak mnie pamięć nie myli od grudnia 2001 miałem dopiero internet, wtedy zacząłem się bardziej interesować NBA. Siedzenie w NBA zaraziło mnie do grania w kosza z kumplami. Wtedy drużyna, która najpierw mnie zauroczyła to byli Denver Nuggets, ale potem nie miałem ulubionej drużyny i kibicowałem prawie całej lidze oprócz Lakers. Gazet związanych z basketem nigdy nie kupowałem.

    #3314
    Rick Barry FTW!
    Uczestnik

    Ja nie pamiętam:-/, ale wiem że kupowałem Pro-Basket, i czasem Magic Basketball, głównie dla plakatów, którymi miałem obwieszony cały pokój.
    Allen Iverson to mój idol nr.1 w czasach szkoły średniej, dlatego dominował na ścianie.
    Jak nie było internetu, to telegazeta BBC była moim źródłem wiedzy na temat NBA.
    Wszystkie wyniki, oraz sprawozdania z meczów, to były czasy!

    #3315
    Miko
    Uczestnik

    ja w wieku bodajże 7 albo 8 lat zobaczyłem w telewizji film o Jordanie i pomyślałem: O kurczę, ale super gra!. Wtedy zacząłem zbierać gazety dotyczące kosza , odwiedzałem strony internetowe itp. A pierwszym graczem oprócz Jordana którego widziałem w akcji, był wtedy Kobe Bryant, kiedy jeszcze grał z Shaqiem i to oni byli moimi idolami, ale kiedy Shaq opuścił Lakers i się pokłócił z Kobem musiałem wybierać i wybrałęm Bryanta

    #3319

    moja „miłość” do tej gry zaczęła się w wieku 8-9 lat , jako młody człowiek zbierałem różne gazety sportowe m.in popularne wówczas Bravo Sport :D i zawsze na ostatnich kartkach czasopisma była strona lub dwie poświęcona NBA , tak zaczęła się sama znajomość tej ligi , później dostałem w swoje ręce popularną grę z serii NBA live , bardzo podobała mi się efektowność gry więc skusiło mnie to do obejrzenia kosza na żywo , w moje łapska wpadły mixy NBA i niesamowite akcje crossovery , dunki , oop’y a jednym z pierwszych koszykarzy jakich widziałem to Allen Iverson i w młodych latach własnie na jego stylu gry kreowałem własny i także stąd darze wielką sympatią tego zawodnika …
    Pokój oblepiony w plakatach koszykarzy był zmorą mojej mamy ale cóż poradzić;] Pózniej zaczęły się noce z NBA itp.

    #3321
    Miko
    Uczestnik
    #23 wrote:
    moja „miłość” do tej gry zaczęła się w wieku 8-9 lat , jako młody człowiek zbierałem różne gazety sportowe m.in popularne wówczas Bravo Sport :D i zawsze na ostatnich kartkach czasopisma była strona lub dwie poświęcona NBA , tak zaczęła się sama znajomość tej ligi , później dostałem w swoje ręce popularną grę z serii NBA live , bardzo podobała mi się efektowność gry więc skusiło mnie to do obejrzenia kosza na żywo , w moje łapska wpadły mixy NBA i niesamowite akcje crossovery , dunki , oop’y a jednym z pierwszych koszykarzy jakich widziałem to Allen Iverson i w młodych latach własnie na jego stylu gry kreowałem własny i także stąd darze wielką sympatią tego zawodnika …
    Pokój oblepiony w plakatach koszykarzy był zmorą mojej mamy ale cóż poradzić;] Pózniej zaczęły się noce z NBA itp.

    Zabawne moja historia jest podobna, też był etap Bravo Sport, ale potem te 2 strony zaczęły być zastępowane przez żużel, F1 i takie tam, kosza było co raz mniej, więc w końcu zaprzestałem prenumerowania Bravo Sport… też zacząłęm grać w NBA Live, moim pierwszym był chyba NBA Live 2003 najpierw demo, potem pełna wersja. Ten etap był gdzieś między Jordanem, a polubieniem LAL…

    #3328
    Anonimowy
    Gość

    A u mnie paska do basketu zaczęła się od…… Kosmicznego meczu:-D
    Najbardziej zajawkowy był dla mnie jeszcze wtedy Charles Barkley i Michael Jordan.Jak byłem mały(miałem 7 lat) nie wiedziałem jeszcze jak nazywa się Barkley,oczywiście Jordana chyba każdy znał.Pamiętam jak wieszałem u siebie na ścianie jako kosz służyła mi uwaga! :D doniczka z kwiatów,piłką była zwykła piłka tenisowa,mówiłem że jak podrosnę to będe grać zawodowo.Oczywiście nie spełniło się to…Ale tak naprawdę gra w kosza zaczęła się od 2008 roku od meczu Celtics do dziś jestem ich wiernym fanem…

    #3331
    Swider
    Uczestnik

    Eee to ja za małolata miałem lepszy kosz :D na stole kładło się krzesło na noge od krzesła dwie złożone rurki od odkurzacza wraz z końcówką no i tato mi zrobił z jakiegoś grubego drutu obręcz a siatke z worku na zmieniaki i grało się po pokoju niczym w NBA :D

    #3332

    Heh ja miałem inaczej. W NBA wciągnęły mnie dwa epizody: 1. Obejrzenie meczu „Kosmiczny Mecz” gdzie to MJ razem z teamem Królika Bucks’a stworki z kosmosu. 2. Obdarowanie mnie przez kumpla plakatem LeBrona Jamesa. I może dlatego jest to mój ulubiony zawodnik. Szybko się okazało że mam (będę nieskromny) duży talent. Najpierw graliśmy z kolegą o 2 lata o de mnie starszym którego bez trudu ogrywałem. W wieku 7 lat kupiłem swoją pierwszą piłkę. W każde wakacje odwiedzam codziennie boisko. Teraz chodze do 6 klasy podstawówki. Jestem kapitanem drużyny szkolnej która awansowała do etapu rejonowego zawodów wojewódzkich.

    #3395
    NYKnicksFan
    Uczestnik

    To było hmmmm….18 lat temu. Dokładnie nie pamiętam jaki był mój pierwszy obejrzany mecz ale to chyba on spowodował, że zapałałem gorącą miłością do basketu. Czasy to były zupełnie inne ale nie powiedziałbym, że gorsze. Miały one swój specyficzny i niezapomniany klimat. Dostęp do jakichkolwiek wiadomości o NBA był bardzo utrudniony i po za kanałem DSF i jednym meczem tygodniowo w telewizji polskiej nie było zbyt częstych okazji aby zobaczyć jakiś mecz nie mówiąc tu już o zobaczeniu swojej ulubionej drużyny czy też zawodnika. To wtedy graniczyło z cudem i jeśli komuś się to udało to miał szczęście jakby wygrał w totka:D Początki tej „miłości” to wieszanie pierwszego kosza przed domem, struganie z płyty pilśniowej tablicy, malowanie na niej logo NYK (odręcznie!!!) Ile to sprawiało frajdy. Piłka była oczywiście gumowa i po 3-4 miesiącach gry dostawała „guzów”, a buty to pierwsze lepsze trampki. Każdy ówczesny kibic NBA zakładał zeszyt formatu A4 w który wklejał wszystkie zdobyte wycinki z gazet, opisywał w nim drużyny, składy dane zawodników i oczywiście wyniki meczy. Tak mniej więcej wyglądały pierwsze dwa lata. Potem można było zauważyć zwiększenie zainteresowania koszem w Polsce. CDN

    #3396
    Rick Barry FTW!
    Uczestnik
    NYKnicksFan wrote:
    To było hmmmm….18 lat temu. Dokładnie nie pamiętam jaki był mój pierwszy obejrzany mecz ale to chyba on spowodował, że zapałałem gorącą miłością do basketu. Czasy to były zupełnie inne ale nie powiedziałbym, że gorsze. Miały one swój specyficzny i niezapomniany klimat. Dostęp do jakichkolwiek wiadomości o NBA był bardzo utrudniony i po za kanałem DSF i jednym meczem tygodniowo w telewizji polskiej nie było zbyt częstych okazji aby zobaczyć jakiś mecz nie mówiąc tu już o zobaczeniu swojej ulubionej drużyny czy też zawodnika. To wtedy graniczyło z cudem i jeśli komuś się to udało to miał szczęście jakby wygrał w totka:D Początki tej „miłości” to wieszanie pierwszego kosza przed domem, struganie z płyty pilśniowej tablicy, malowanie na niej logo NYK (odręcznie!!!) Ile to sprawiało frajdy. Piłka była oczywiście gumowa i po 3-4 miesiącach gry dostawała „guzów”, a buty to pierwsze lepsze trampki. Każdy ówczesny kibic NBA zakładał zeszyt formatu A4 w który wklejał wszystkie zdobyte wycinki z gazet, opisywał w nim drużyny, składy dane zawodników i oczywiście wyniki meczy. Tak mniej więcej wyglądały pierwsze dwa lata. Potem można było zauważyć zwiększenie zainteresowania koszem w Polsce. CDN

    Haha, też mam do dzisiaj zeszyt z wynikami Minnesoty i Philadelphii, wraz z podstawowymi statystykami Iversona i Garnetta, trochę lat już sobie liczy:D

    #3397
    Drunx
    Uczestnik

    Heheh ja pamietam jako jeden z pierwszych w moim miescie mialem neta to mialem obowiazek zawsze rano drukowac Box score rano i wiezc do szkoly gdzie maniaki nam podobne siedzialy sie zachwycaly i gadaly godzinami by po lekcjach siedziec i grac albo nawet zamiast lekcji grac ;) ale to bylo hohoho temu :)

    #3458
    NYKnicksFan
    Uczestnik

    Niezapomniane PO i Finały w 1994 roku. Noce spędzone do rana przed telewizorem i z zapartym tchem oglądanie KAŻDEGO meczu jaki był wówczas w zasięgu anteny satelitarnej lub polskiej TV. Wtedy też ugruntowała się moja „miłość” :D do drużyny New York Knicks. Wtedy przeważnie każdy biegał z językiem wywalonym jak Jordan więc trochę zawsze mogłem liczyć na zacięte pojedynki pod koszem jako Knickerbocker. Oczywiście zamiłowanie do basketu nie ograniczało się do oglądania TV ale każdą wolną chwilę spędzaliśmy na osiedlowym boisku doskonaląc podpatrzone u swoich idoli zagrania. Mieliśmy zawsze „głód koszykówki” i staraliśmy się go zaspokoić właśnie na boisku. Nie mieliśmy meczy co dzień (trudność była w zdobyciu wyników), internetu brak, gier brak ale to powodowało, że boiska do koszykówki były pełne i pełne były ławki rezerwowych chcących zagrać. Szkoła średnia to etap gry w szkolnych reprezentacjach i uczestniczeniu w turniejach trio basket, których było jak na lekarstwo. Potem niestety zaczęły się kontuzje. Kłopoty z kolanami, a na koniec z kręgosłupem. To w głównej mierze spowodowało przymusowy rozbrat z czynnym uprawianiem koszykówki. :( Czas mijał na leczeniu kontuzji, dalszej nauce, studiach. Następnie żonka, dzidzi i tak w tym czasie zawodnicy z „mojego” NY odeszli, więcej ówczesna NBA się totalnie zmieniła i pozostało tylko parę znajomych nazwisk. Zmienił się styl gry, który tak mi się podobał. Minęło parę lat „odwyku” choć kosz na ogrodzie zawsze był i tzw ” tajming” był podtrzymywany;) Kontuzje się wyleczyło i chęć gry na pełnowymiarowym boisku wróciła. Rywalizacja pod koszem, gra o coś, chęć sprawdzenia czy się jeszcze coś potrafi itd to spowodowała, że odnalazłem ludzi ze starej brygady i walczymy jak za dawnych lat. Pięknie się znowu gra i mogę powiedzieć że tego się nie zapomina. Oczywiście jest to basket w wykonaniu 30 paro latków, a nie 16-to ale dajemy radę;) Czego jednak nie czuję to teraźniejszej NBA. To samo mają moi znajomi, którzy również żyją NBA lat 90′ dyskutujemy o tamtych meczach, tamtych zawodnikach i przypominamy sobie tamtą wspaniałą atmosferę. Piękne czasy, nasza młodość. Miło jest choćby w taki sposób jakby cofnąć się w czasie :D Młodzi może tego teraz nie „kumają” ale minie parę latek i skumacie o co kaman :) HEJ HEJ tu NBA

    #3464
    Ociep
    Uczestnik

    fajny i ciekawy temat- jakoś wcześniej go nie zauważyłem:/
    To u mnie tak: Na początek- rocznik 1981 czyli podobnie jak przedmówca ;)
    Przygoda z NBA rozpoczęła się w czasach pierwszego threepeatu Byków- a dokładnie od retransmitowanych finałów z Blazers.. pierwsze poważne mecze widziane na żywo to były następne finały z Suns i pierwszy z ulubionych graczy- Cedric Ceballos, który w następnym sezonie przeszedł do Lakers, i tak zaczęła się moja przygoda z tym teamem, która trwa do dzisiaj :) podobnie jak pewnie u wszystkich nie ograniczyłem się tylko do śledzenia Ligi, ale też równocześnie ciorałem w kosza gdzie i kiedy popadło pomimo posiadanych w tamtym czasie imponujących 150 cm wzrostu :) początki były ciekawe, bo jednym z pierszych koszów na któy graliśmy z kumplami był zajumany z parku śmietnik zawieszony na murze, za który dostaliśmy solidny opierdol :) później obecni koledzy, którzy są starsi o 2-3 lata zrobili sami dosyć profesjonalny kosz, na którym nie bardzo pozwalali nam grać, to kiedyś z kumplem żeby się tam przedostać śmignęliśmy przez zakład( konkretnie wodociągi) żeby nas nie zauważyli, i pech chciał że zauważyli nas robotnicy i wezwano policję- śmiechu było kupę potem i do dzisiaj w sumie wspominamy :) potem zrobili u mnie na dzielnicy boisko do kosza na żwirze- tez masakra w sumie- cały czarny byłem jak wracałem :)
    potem trochę urosłem- imponujące 174 cm;) i gram do dzisiaj- w ostatni czwartek pobiłem swój prywatny rekord i trafiłem 9 trójek in a row w czasie gry :P
    Też miałem różne przerwy spowodowane brakiem neta, dostępu do TV pokazującej Ligę ale obecnie to mój konik number one
    To by było na tyle
    Piona :)

    #13213
    Anonimowy
    Gość

    Moja przygoda zaczęła się bardzo póżno,bo po raz pierwszy zagrałem w basket z kolegami w szkole w wieku 12 lat:).
    Przed tym to wiedziałem o koszu tylko tyle,że gra się pomarańczową piłką i jest jakiś tam Kobi Brajant:P.
    Szybko wdrożyłem się w temat:).Z początku grałem jako center od trafiania łatwych punktów spod kosza,bo byłem najwyższy w klasie:).Z czasem zaóważyłem jednak,że dobrze rzucam i nieżle panuje nad piłką.Umiałem też dostrzegać kolegów na boisku,choć same podania wychodziły mi tylko na dystans:).Ze 2 lata temu tata kupił mi kosz i zamontował na podwórku.Od razu zacząłem rzucać za 3 jak maszyna.Wielu białych drewniaków się w tym specjalizuje-choć ja nie jestem typowym białasem.Zacząłem dobrze grać.Nie siałem paniki penetracjami,ale mogłem wbić pod kosz.Jednym z moich problemów były i SĄ kolana-słabe,nie pozwalają mi wykonywać zwodów(crossover itp.).Jak ktoś zna dobre ćwiczenia to bardzo proszę o poradę:).Bo gdy to naprawię to…nie będę gdybał,bo zapeszę:).
    Na razie to tyle.
    :)

Wyświetlanie 15 wpisów – od 1 do 15 (z 16 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.