Wembanyama oszałamiający w Teksasie! Wielka dominacja i comeback Spurs, Sochan odpoczywa

Koszykarze NBA w akcji, logo NBA na froncie

No i mamy to. Kolejny wieczór, kolejne monumentalne dzieło Victora Wembanyamy. W środę, 28 stycznia 2026 roku, w derbach Teksasu na wyjeździe, młody Francuz po prostu wziął mecz we własne ręce. A właściwie to we własne, niebotycznie długie ręce. San Antonio Spurs pokonali Houston Rockets 111-99, a ta historia to gotowy scenariusz na film.

Zacznijmy od tego, że wcale nie szło tak gładko. „Rockets zbudowali 16-punktową przewagę, ale Spurs przejęli prowadzenie pod koniec trzeciej kwarty”. Myśleliście, że to już? Błąd. Tu właśnie zaczyna się najlepsza część. Czwarta kwarta należała wyłącznie do Spurs, a konkretnie do ich gwiazdy. Wembanyama i spółka rozpoczęli tę decydującą część spotkania miażdżącą serią 11-0, która kompletnie złamała grę gości. Nagle z prowadzących, Rockets stali się gonitaczami, a to już zupełnie inna bajka.

A teraz popatrzmy na liczby Wemby’ego, bo są po prostu absurdalne. 28 punktów, 16 zbiórek i 5 bloków. To nie jest statystyka z gry wideo na łatwym poziomie, to rzeczywistość 21-latka, który panuje pod koszami. Co ciekawe, a może nawet ważniejsze, Brak konieczności zmiany liczb, ale dodać: „Spurs strzelali 53.7% z gry w całym meczu, Rockets 39.4%.”. To właśnie ta defensywa, z Wembanyamą jako strażnikiem kosza, była kluczowa. Kiedy on jest w okolicy, przeciwnicy po prostu dwa razy się zastanawiają, zanim pójdą do ataku.

To zwycięstwo dało Spurs przewagę 2-1 w tegorocznym sezonie zasadniczym w rywalizacji z sąsiadami z Houston. To ma znaczenie, zwłaszcza w lokalnym, teksańskim sporcie. Mecz miał też jeden, dość zaskakujący, brak. W składzie Spurs nie zobaczyliśmy Jeremy’ego Sochana. Polski skrzydłowy nie został wpisany do aktywnego składu na ten wieczór. Nie ma doniesień o kontuzji, więc wygląda na to, że po prostu dostał dzień wolny od trenera, pewnie w ramach zarządzania obciążeniem. Na pewno kibice liczą, że wróci już przy następnej okazji.

Co robi Wembanyama tak wyjątkowym? No cóż, oprócz oczywistych fizycznych atrybutów, chodzi o wpływ na grę po obu stronach parkietu. Jego bloki nie są tylko statystyką – one zmieniają mentalność drużyny przeciwnej. A w ataku? Jest po prostu nie do zatrzymania. Może rzucić z dystansu, może zagrać plecami do kosza, a może po prostu wyciągnąć rękę i włożyć piłkę do kosza z wysokości, do której nikt inny nie ma dostępu.

Dla Spurs to zwycięstwo to kolejny krok w dobrym kierunku. Pokazali charakter, odrabiając duże straty, i mieli swoją supergwiazdę, która poprowadziła ich do zwycięstwa w kluczowym momencie. Dla Rockets to z kolei bolesna lekcja. Prowadzić przez większość meczu, a potem pozwolić na tak druzgocący finisz? To musi boleć.

Patrząc w przyszłość, jedno jest pewne: póki Victor Wembanyama jest w San Antonio, każdy mecz derbowy z Rockets będzie wydarzeniem. A po tym, co pokazał w środę, reszta ligi też powinna się mieć na baczności. To już nie jest obiecujący talent. To jest po prostu siła natury, która właśnie zdominowała derby Teksasu.

Źródła

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *