Quickley z szalonym 40-punktowym występem, Raptors rozbijają Warriors. Denver nie pozostaje w tyle!

Dynamiczna scena koszykówki z logo NBA

Czasami w NBA zdarza się taki wieczór, że po prostu musisz usiąść i powiedzieć: 'Wow’. Właśnie taki był ten piątkowy wieczór. Toronto Raptors udali się do San Francisco i zaserwowali gospodarzom z Golden State Warriors prawdziwą lekcję ofensywnego koszykówki, wygrywając aż 145:127. A głównym bohaterem tego spektaklu był… cóż, chyba nikogo nie zaskoczę, Immanuel Quickley.

Quickley po prostu miał jedną z tych nocy. Zrobił właściwie wszystko, co tylko można zrobić na parkiecie. Rzucił 40 punktów, rozdając przy tym 10 asyst. I żeby było śmieszniej, jego statystyki z gry są wręcz komiczne w swojej efektywności. Trafił 11 z 13 rzutów z pola. Jedenastka z trzynastu! A do tego był idealny z linii wolnych, trafiając wszystkie 11 osobistych. To jest poziom, o którym marzy każdy zawodnik. Albo może lepiej powiedzieć: to jest poziom, który zdarza się raz na kilka sezonów.

Ale wiecie co? To nie był wyczyn jednego człowieka. Scottie Barnes, który ostatnio wydaje się być wszędzie, dołożył swoje solidne 26 punktów i 11 asyst. I tu dochodzimy do kluczowego szczegółu tej wygranej. Warriors, no cóż, mieli problem z piłką. Stracili ją aż 18 razy. A Raptors, co jest cechą dobrej drużyny, te straty zamienili bezpośrednio na 34 punkty. To ogromna liczba. Kiedy dajesz drugiej drużynie tyle dodatkowych posiadań, a do tego ona je skutecznie wykorzystuje, trudno wygrać. Golden State po prostu się pod tym względem zawalił.

Co ciekawe, mecz odbył się 20 stycznia 2026 roku w Chase Center. To był pierwszy występ Warriors po… cóż, źródła są niepełne, ale wiadomo, że po jakiejś przerwie czy zmianie w kalendarzu. Niezależnie od tego, nie udało im się powrócić do gry z przytupem. Obrona Raptors, szczególnie na obwodzie, była po prostu bardziej agresywna i skoncentrowana.

A teraz przenieśmy się na chwilę do Denver, bo tam też działy się szalone rzeczy! Mówimy o innym meczu, który rozegrano tej samej nocy. Szczegóły nie są w pełni jasne z dostępnych źródeł, ale sam fakt, że jest opisywany jako 'szalony’, wiele mówi. NBA to liga, gdzie emocje i wysokie wyniki nigdy nie śpią. Kiedy w Toronto biją rekordy skuteczności, w Denver ktoś inny prawdopodobnie zalicza kolejny tripl-dabl lub rzuca buzzer-beatera. To po prostu piękne w tym sporcie.

Wrócmy jednak do Quickleya. Jego występ to coś więcej niż tylko dobre statystyki. To oznaka tego, jak ważny stał się dla Raptors. Kiedy twój rozgrywający jest tak skuteczny z gry i jednocześnie tworzy grę dla innych, cała drużyna zyskuje inną dynamikę. Toronto wygląda na zespół, który może być naprawdę niebezpieczny, gdy znajdzie rytm. A po takim meczu jak ten z Warriors, pewność siebie musi być u nich na wysokim poziomie.

Co to oznacza dla Warriors? Cóż, porażka w domu, i to aż tak wysoka, zawsze boli. 127 punktów zazwyczaj wystarcza do zwycięstwa, ale kiedy przeciwnik rzuca 145, musisz spojrzeć krytycznie na swoją obronę. 18 strat to problem systemowy, nad którym zespół z Golden State na pewno będzie musiał popracować. W NBA nie ma taryfy ulgowej, a kalendarz jest bezlitosny.

Podsumowując, ta noc należała do Immanuela Quickleya i Toronto Raptors. Pokazali klasę, determinację i niesamowitą skuteczność. A gdzieś w tym samym czasie, w górzystym Denver, inna ekipa przeżywała własną, równie emocjonującą przygodę. To był po prostu jeden z tych wieczorów, dla których oglądamy koszykówkę. I możemy być tylko ciekawi, co przyniosą następne.

Źródła

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *