W niedzielę 22 lutego 2026 roku hala Chase Center w San Francisco przeżyła emocjonalny rollercoaster. Mimo absencji kilku kluczowych gwiazd, Golden State Warriors zatrzymali pędzących Denver Nuggets, odnosząc ważne 128:117 zwycięstwo. To, co wydawało się być kontrolowanym meczem gospodarzy, przerodziło się w szalony finisz, w którym główną rolę odegrał niespełna 23-letni Brandin Podziemski.
Kontekst przed meczem: absencje kontra forma
Warriors wchodzili w to spotkanie po dwóch porażkach z rzędu, a ich szanse zdawały się mocno ograniczone listą absencji. Na trybunach zamiast na parkiecie zasiadali: Stephen Curry (kontuzja kolana), Draymond Green (ból pleców) oraz – jako late scratch – Jimmy Butler (zerwane więzadło krzyżowe w prawym kolanie). Zespół był więc pozbawiony swojej największej gwiazdy, głównego kreatora i kluczowych punktów odniesienia w obronie.
Po drugiej stronie barykady stał zespół w świetnej formie. Denver Nuggets, z bilansem 36-22, przyjeżdżali do Kalifornii po druzgocącym zwycięstwie nad Portland Trail Blazers. Nikola Jokić był w znakomitej dyspozycji, notując w ostatnich tygodniach kolejne triple-double, a cały zespół wygrywał trzy z pięciu ostatnich spotkań. Wszystko wskazywało na komfortowy wieczór dla gości.
Explozja zza linii trzeciej i pierwsza połowa gospodarzy
Plany Nuggets legły w gruzach już w pierwszych minutach. Warriors, prowadzeni przez doświadczonych zawodników, „wyszli z szatni jak pożar” – jak później komentowano.
Skuteczność z dystansu była kluczem. Warriors w całym meczu oddali aż 52 rzuty za 3 punkty, trafiając 21 z nich (40,4%). To kontrastowało z nieskutecznością Nuggets, którzy z dystansu trafili tylko 8 z 31 prób (25,8%). Ta dysproporcja była wyraźnie widoczna już przed przerwą. Mimo że Jokić był o jedną asystę od triple-double już w połowie meczu, jego zespół nie zdołał nawet raz wyjść na prowadzenie w pierwszej połowie. Na przewagę 76:67 dla Warriors składały się nie tylko celne rzuty, ale też energia i zaangażowanie defensywne, które rekompensowało brak gwiazd.
Odwrót Denver i punkt zwrotny
Trzecia kwarta należała jednak do gości. Nuggets, prowadzeni przez Jokicia i Jamala Murraya, zaczęli odrabiać straty. Ich gra w ataku stała się bardziej płynna, a defensywa ograniczyła przestrzeń dla strzelców Warriors. Christian Braun i Bruce Brown dodawali energii z ławki, a Jokić w końcu dokończył swoje kolejne triple-double.
Finałowa odsłona przyniosła prawdziwą dramaturgię. Nuggets, po długiej i mozolnej walce, w końcu objęli prowadzenie i w pewnym momencie czwartej kwarty prowadzili aż ośmioma punktami. Widzowie w Chase Center milkli, a na ławce Warriors widać było napięcie. Wtedy jednak nastąpił punkt zwrotny, który pokazał charakter tego zespołu.
Szalony finisz Podziemskiego i decydująca seria dla Warriors
W ciągu ostatnich pięciu minut meczu rozegrał się Brandin Podziemski. Młody guard, który do tej pory solidnie wspierał się w statystykach (15 zbiórek, 9 asyst), przejął rolę go-to guy. W kluczowych akcjach najpierw trafił rzut za 3 punkty, potem dołożył wsad po zbiórce ofensywnej, a następnie znów celował z dystansu. Jego 12 punktów w tym fragmencie było bezcenne.
Ale to nie był wyczyn solo. Obok niego błysnął Moses Moody, który swoim wiążącym koszem doprowadził do remisu przy 109:109. DeAnthony Melton dołożył swoją cegiełkę przechwytem i layupem w kontrataku.
To był początek końca dla Nuggets. Od momentu, gdy prowadzili ośmioma punktami, Warriors odrobili straty i rozwinęli miażdżące natarcie. W ostatnich minutach Denver zdobyło zaledwie 16 punktów, podczas gdy Golden State – 33. Obrona Warriors, która przez moment się rozsypała, znów zadziałała jak dobrze naoliwiona maszyna, zmuszając Jokicia i spółkę do trudnych i pospiesznych rzutów.
Kluczowe postacie i statystyki
- Golden State Warriors pokazali siłę głębi składu. Oprócz już wspomnianych 15 zbiórek i 9 asyst Podziemskiego, na uwagę zasługują:
- Moses Moody (23 pkt, 7 zb, 5 asyst): Niezawodny w ataku, często odpowiadał na przebitki przeciwnika.
- DeAnthony Melton (20 pkt): Jego energia defensywna i punkty w przejściu były nie do przecenienia.
- Gary Payton II (15 pkt) również wniósł istotny wkład z ławki.
Po stronie Denver Nuggets:
- Nikola Jokić (25 pkt, 20 zb, 12 asyst) znów zapisał się w statystykach potrójną-double, ale w decydujących momentach nie znalazł wystarczającego wsparcia.
- Jamal Murray (21 pkt) próbował przejąć inicjatywę, lecz brakło mu konsekwencji w finiszu.
- Christian Braun (18 pkt) i Bruce Brown (12 pkt) byli jasnymi punktami gry, zwłaszcza w trzeciej kwarcie.
Warto odnotować ogromną różnicę w asystach: 42 dla Warriors przy 25 dla Nuggets. To pokazuje, jak bardzo gra Golden State, nawet bez Currego i Greena, opierała się na ruchu i szukaniu otwartego kolegi.
Co dalej? Krótkie podsumowanie i następne kroki
To zwycięstwo, choć bez głównych gwiazd, ma ogromne znaczenie psychologiczne dla Warriors. Pokazuje, że zespół ma głębię, charakter i potrafi wygrywać w trudnych okolicznościach. Dla Steve’a Kerra musi to być miły widok. Dla Nuggets to z kolei bolesna lekcja, że nawet przy świetnej grze Jokicia i chwilowej przewadze, nie można odpuszczać choćby na chwilę, zwłaszcza na wyjeździe.
Golden State Warriors (29-27) odrabiają nieco straty w tabeli i w najbliższym czasie zmierzą się z New Orleans Pelicans we wtorek. Będzie to sprawdzian, czy uda się podtrzymać tę dobrą passę.
Denver Nuggets (36-22) muszą szybko otrząsnąć się z porażki, ponieważ już w środę na własnym parkiecie czeka ich kolejne mega-wyzwanie – wizyta Boston Celtics. Zespół musi znaleźć odpowiedź na pytanie, jak zamknąć mecz, gdy presja rośnie.
Ten mecz w San Francisco udowodnił raz jeszcze, że w NBA nic nie jest pewne. Nawet gdy brakuje supergwiazd, może narodzić się nowy bohater – taki jak Brandin Podziemski, którego nazwisko tego wieczoru brzmiało najgłośniej.


Dodaj komentarz