No i mamy to. Sprawa, o której spekulowano od kilku tygodni, nabiera konkretnych kształtów. Wygląda na to, że epoka Jeremiego Sochana w San Antonio Spurs zmierza ku nieuniknionemu końcowi. Klub oficjalnie – choć pewnie nie przez komunikat prasowy, a raczej przez kuluarowe pozwolenie – dał zielone światło agentom Polaka, by ci szukali dla niego nowego miejsca do gry. Mówiąc wprost: Sochan może zostać wkrótce wymieniony.
Dlaczego tak się dzieje? Powód jest dość prosty i trochę smutny, jeśli kibicowało się młodemu Polakowi w Teksasie. W tym sezonie jego rola drastycznie zmalała. Mówi się o średnio 13 minutach na mecz, co jest najniższą wartością w jego karierze. To naprawdę niewiele, zwłaszcza dla faceta, który jeszcze niedawno był stałym punktem wyjściowej piątki i eksperymentował nawet z grą na pozycji rozgrywającego. Teraz jest rezerwowym, a jego umiejętności po prostu rdzewieją na ławce. San Antonio stawia na innych młodych graczy wokół Victora Wembanyamy, a Sochan, niestety, wypadł z tych planów. Usunąć lub zmienić na: „Zawodnik gra ograniczoną rolę, co może wpływać na jego sytuację” bez przypisania do Interii.
Tu pojawia się kluczowe pytanie: a co dalej? No właśnie, tutaj sprawa robi się ciekawa. Wiadomo, że Sochan nie jest graczem bezwartościowym. Wręcz przeciwnie. „Ma 22 lata (wkrótce 23)”., „jest na wygasającym po tym sezonie kontrakcie rookie, co prowadzi do restricted free agency”., co oznacza, że nowy klub mógłby go mieć stosunkowo niedrogo do końca sezonu, a potem starać się o przedłużenie umowy już na swoich warunkach. To atrakcyjny pakiet.
Najgłośniej mówiło się o zainteresowaniu ze strony New York Knicks. To ma sens. Kniccy skauci podobno dopytywali o niego przed zbliżającym się terminem transferowym. Widzą w nim przede wszystkim wszechstronnego obrońcę, który mógłby wzmocnić ich defensywę. Sochan potrafi pilnować kilku pozycji, jest fizyczny, energiczny – to cechy, które pasują do stylu gry Toma Thibodeau. Jednak, jak podają źródła, te rozmowy na razie nieco przycichły i w tej chwili nie wydaje się, by transakcja była bliska finalizacji. Może Knicks rozglądają się za innymi opcjami, a może Spurs czekają na lepszą ofertę.
Co ważne, to nie jest tak, że Sochan siedzi bezczynnie. Jego agenci mają teraz pełne ręce roboty. Dzwonią, sondują, prezentują klienta. To standardowa procedura, gdy klub chce pomóc zawodnikowi w znalezieniu nowego domu. Spurs nie chcą chyba po prostu wyrzucić go za bezcen; wolą, by on i jego ludzie znaleźli miejsce, gdzie będzie miał szansę się rozwijać. To nawet eleganckie posunięcie z ich strony, choć oczywiście wynika też z zimnej kalkulacji – gracz, który gra, ma większą wartość handlową.
A co z samym Sochanem? To musi być dla niego dziwny czas. Z jednej strony frustracja, bo nie gra. Z drugiej – nadzieja na nowy początek. Zmiana otoczenia może być dla niego zbawienna. Potrzebuje regularnych minut na parkiecie, potrzebuje zaufania trenera. W San Antonio tego już nie dostał. Nowy klub, szczególnie taki, który szuka właśnie defensywnego skrzydłowego, mógłby dać mu to wszystko.
Czy to oznacza, że klamka już zapadła? Hmm, nie do końca. Pozwolenie na szukanie klubu to jeszcze nie gwarancja transferu. To raczej wyraźny sygnał dla całej ligi: „Słuchajcie, ten gracz jest dostępny. Macie pytania? Dzwonić do jego agenta”. Teraz wszystko zależy od tego, czy któryś z zespołów zaryzykuje i złoży satysfakcjonującą ofertę. Termin wymian w NBA się zbliża, więc presja czasu będzie działać na korzyść ruchu.
Dla polskich kibiców to nerwowe oczekiwanie. Jeremy Sochan to nasza największa gwiazda w NBA. Nikt nie chce oglądać go, jak marnuje czas na ławce. Jego rozwój stanął w miejscu. Dlatego, paradoksalnie, ta wiadomość o pozwoleniu na transfer jest dobrą wiadomością. Otwiera drzwi. Pokazuje, że jest szansa na odmianę.
Podsumowując? Situacja jest jasna. San Antonio Spurs i Jeremy Sochan rozstają się – przynajmniej w sensie przyszłych planów. Klub dał mu przyzwolenie na szukanie nowej drużyny. Jest zainteresowanie, na czele z New York Knicks, choć na horyzoncie nie widać jeszcze konkretnego dealu. Teraz zaczyna się okres negocjacji. Dla Sochana to szansa na restart kariery. A dla nas, kibiców, powód, by śledzić doniesienia transferowe ze zdwojoną uwagą. Bo może się okazać, że już wkrótce będziemy kibicować Polakowi w zupełnie nowych barwach.


Dodaj komentarz